Translate

czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 11: Aisira

Aisira zostawiła Linli w towarzystwie Heili i ruszyła w stronę stołu przywódców.  Był tam Covi, który  zajmował się wszystkimi burdelami i hazardem w mieście i Raski do ktorego nalezało zajmowanie się nielegalnym handlem i złodziejstwem. Dziwki które przy nich siedziały natychmiast przesiadły się do innego stolika. Raski usmiechnął się do niej. Miał surowy wygląd, czarne, krótko przycięte włosy i dużą bliznę przecinającą mu oko. Doskonale wiedziała że pod ubraniem chowa wiecej blizn. Nigdy nie pozwalał jej wyleczyć ran na tyle żeby nie zostały blizny. Traktował je jako trofea. Jego czarny ogon był lekko zakrzywiony na końcu przez źle zrośnięte w dzieciństwie złamanie. Covi był jego zupełnym przeciwieństwem. Miał długie za ramię blond włosy i skórę bez żadnych skaz. Jego uszy i ogon były w kolorze jasnego brązu i Aisira słyszała że szukał sposobu żeby je bardziej rozjaśnić. Spojrzał z zamyśleniem na jej strój.

- Zawiodłem się Ais. Myślałem że przyjdziesz w tym swoim…niezwykłym stroju. Nawet moje dziewczynki tak się nie noszą…

Raski mocnym szturchnięciem uciszył Coviego. Ten mu się odwdzięczył wkurzonym spojrzeniem.

-Ja tylko mówiłem o ubraniu. To że czasem się z tobą prześpi nie znaczy że musisz bawić się w jej rycerza.

Raski wyszczerzył zęby w uśmiech.

-Mówisz tak tylko dlatego że jesteś zazdrosny że z tobą nie chce się przespać.

Aisira westchnęła. Tych dwóch i Heili znała od dzieciństwa i byli jedynymi osobami ktorych strata by ją zabolała. Byli jej przyjaciółmi chociaż bała się ich tak nazywać. W strachu przed utratą bliskich powoli się od nich odcinała jednak oni nie chcieli jej na to pozwolić. Czasem bez zapowiedzi odwiedzali ją w chatce lub łapali w drodze powrotnej do domu.

-Nie przyszłam do was z powodu ubrań ani tego z kim sypiam więc dajcie spokój.

Obeszła stół żeby usiąść ponieważ przy stole była ławka tylko po jednej stronie. Nim zdążyła usiąść Raski pociągnął ją za rękę tak że wylądowała na jego kolanach.

-Stęskniłem się za tobą Ais. Nie wiedziałem cię chyba od miesiąca.

Aisira spojrzała na usmiechniętego Raskiego i powaznego Coviego.

-Jak to możliwe że ty który codziennie się bijesz jesteś zawsze usmiechniety a ty który co noc masz w łóżku inną kobietę wręcz przeciwnie.

Covi napił się piwa. Nigdy nie przepadał za wódką.

-Jakbyś się kiedyś zdecydowała odwiedzić  moje łóżko może zobaczyłabyś mój uśmiech.

Aisira sięgnęła po kubek Raskiego z wódką i trochę upiła. Napój przyjemnie zapiekł ją w gardle.

-Będę o tym pamiętać. Może kiedyś skorzystam.

Blondyn zaskoczny podniósł brew.

-To może dzisiaj?

Dziewczyna pokręciła głową starając się ignorować Raskiego który zaczął ciągnąć ją za jej duże uszy.

-Nie ma mowy. Mam gościa.

Raski zamarł, natomiast Covi zaczął się śmiać.

-Znalazłaś sobie w końcu faceta! Silny jest? Jak wygląda?

-Po pierwsze to nie mój facet. Myślę że jest silny chociaż nie wiem jak bardzo. Niezwykłe w jego wyglądziema jest to że ma wilcze uszy.

Na chwilę zapadła cisza. Pierwszy odezwał się Raski lecz wydawał się spiety.

-Więc jest odmieńcem tak jak ty?

Aisira zastanowiła się chwilę. Nie może przecież powiedzieć że to nais bo jej nie uwierzą.

-Można tak powiedzieć. Ale nie przyszłam tu żeby o tym mówić. Słyszeliście coś o nowych szczurach w mieście? Zaniedbani? W łachmanach?

-Łowcy niewolników. Słyszałem że uciekł im ostatni ładunek, a bandyci po drodze zabrali resztę. Szukają łatwych zdobyczy.

Covi jak zwykle o wszystkim wiedział. Jego dziewczęta z łatwością wyciągały informacje od swoich klientów.

-Kilku chciało włamać mi się do domu,  jeden wkurzał przy bramie a kolejni napadli na Linli...

Wskazała na blondynkę przy barze.

- To człowiek.

Covi wydawał się zaskoczony. Aisira się zaśmiała.

- Gratuluję spostrzegawczości.

Covi zmarszył brwi.

- Ty nie lubisz ludzi.

Aisira wzruszyła ramionami.

- Owszem, nie lubię. Można powiedzieć że właśnie robię za niańke. Była na spalonym rynku i nie wiedziała jak wrócić. Wydaje się miła i chyba ją nawet lubię.

Raski położył głowę na jej ramieniu.

-Czyżby zaczęły cię interesować dziewczyny?

Aisira uderzyła chłopaka łokciem w brzuch.

-Co do cholery jest z wami nie tak. Jeszcze rozumiem jakby Covi mówił takie brednie ale ty?

Raski spojrzał w bok natomiast Covi śmiał się w najlepsze.

-Czyli robimy czystkę tak?

Dziewczyna kiwneła głową.

- Wystarczy nam arena i targ niewolników. Nie możemy pozwolić żeby te szczury się tu kręciły. Mogą sobie łapać na drogach ale stolica ma być wolna od tego ścierwa.

Obaj rozumieli jej uczucia. Wszystkie inri nienawidziły niewolnictwa, a oni w szczególności. Gdy byli dziećmi ludzie którym ufali chcieli ich sprzedać na niewolników. To byli pierwsi ludzie których cała trójka zabiła. Od tego czasu gdy w stolicy pojawiali się  nielegalni handlarze niewolników pozbywali się ich.

- Jak bardzo irytujące gryzonie nam się trafiły?

Aisira zastanowiła się chwilę.

- Nazwali mnie dziwką.

Obaj mężczyźni się zasmiali. Aisira dawno nie widziała Coviego w tak dobrym humorze.

- Biedaki. Już wydali na siebie wyrok. Dziwię się że od razu ich nie zabiłaś.

Dziewczyna wywróciła oczami.

- Nie róbcie ze mnie potwora. Przecież nie zabijam kogo popadnie jak wy. Może już mnie nie odczuwam bólu przy zabijaniu ale to nadal nieprzyjemne uczucie.

Mężczyźni westchnęli. Najwidoczniej postanowili przestać jej dokuczać. Raski próbując zwrócić jej uwagę zaczął bawić się jej włosami.

- Tak, tak. Nasza mała księżniczka nie lubi być obrażana.

Dziewczyna odwróciła się do niego z szerokim uśmiechem.

- Nazwij mnie jeszcze raz księżniczką a cię wykastruje.

Raski z uśmiechem wykorzystał okazję i ją pocałował. Covi westchnął.

- Księżniczka to dla ciebie chyba gorsza obelga niż dziwka. Najlepiej zaszyć się w lesie z dala od tej parszywej rodziny królewskiej.

Dziewczyna oderwała się od Raskiego i spiorónowała go wzrokiem. Mężczyzna nic sobie z tego nie robiąc podniósł dziewczynę i posadził na swoim miejscu, a sam stanął z drugiej strony stołu.

- Więc bawimy się dzisiaj w czystkę. Pójdę zebrać paru ludzi. Spotkamy się gdy zapadnie zmrok przy południowej bramie.

Czarnowłosy wyszedł z baru z szerokim uśmiechem.

-Mogłabyś przestać go męczyć i dać mu szanse. Wszyscy wiedzą że mu na tobie zależy. Założę się że przed pojsciem z tobą do łóżka modli sie żebyś zaszła w ciążę i w końcu była jego kobietą.

Aisira prychnęła i wypiła resztę wódki.

-Dobrze wiesz że planuję wyjechać z tego kraju dlatego z nikim nie chcę się wiązać. On też o tym wie. Może życie jest krótkie ale on codziennie igra ze śmiercią. Nie potrafiłabym żyć z kimś takim.

W tym momencie usłyszeli huk. Aisira spojrzała w stronę z którego dobiegał i przklnęła. Linli leżała nie przytomna na ziemi.

-Covi. Muszę cie prosić o przysługę. Możesz ją u siebie przenocować? Obiecałam że ją odprowadzę ale nie wiem gdzie mieszka.

Chłopak kiwnął głową na dwie dziewczyny pod ścianą i pokazał na Linli.

-Tylko ma mieć wszystko przy sobie. Zadna moneta ma  nie zniknąć.

-W porządku.

Aisira spojrzała na niego z podejrzliścią.

-Co chcesz w zamian?

-Po prostu weź udział w czystce. To wystarczy.Wszyscy czują się pewniej gdy jest w pobliżu tak dobry uzdrowiciel jak ty. W dodatku dawno nie robiliśmy nic wspólnie.

Aisira wzruszyła ramionami ale w głębi serca się cieszyła. Ludzie nie ufali jej umiejętnością ale inri ze stolicy cenili ją ponad wszystkich obecnych w mieście uzdrowicieli. Nie wiedziała czy naprawdę jest taka dobra ale cieszyła się że ktoś ją doceniał. I tak planowała brać udział w czystce więc nie widziała żadnego problemu.

-A przy okazji,  ładny tatuaż.

-Tatuaż?

-Ten na twojej ręce.

Dziewczyna spojrzała na ręke i nie mogła uwierzyć. Na prawym nadgarstku znajdował się jakby tatułaż w kształcie płatka śniegu i półksiężyca. Dokładnie taki jak w jej śnie.

- To niemożliwe..

Covi spojrzał na nią spod zmarszczonych brwi.

-Upiłaś się Ais i nie wiesz kto to ci to zrobił?

Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. To przecież było niemożliwe żeby znak który zrobił jej Cerion we śnie pojawił się w prawdziwym życiu.

-Nie wiem….

Covi westchnął zawiedziony.

-Szkoda. Piękna robota. Sam bym sobie coś takiego zrobił.

Aisira dalej zmieszana patrzyła jak chłopak jedną ręką łapie Diera za kark a drugą przerzuca sobie Linli przez ramię. W tym momencie dziewczyna się ocknęła. Otępiona przez alkohol zaczęła uderzać chłopaka w plecy i krzyczeć.

-Puszczaj mnie! Puszczaj! Mój brat cię zabije!

Dier zaczął się szamotać próbując ugryźć Coviego w rękę. Chłopak już chciał puścić dziewczynę gdy nagle stało się coś dziwnego. Z pomiędzy szczelin kamiennej podłogi zaczęły wyrastać kolczate plącza które szybko oplatały mu nogi kierując się wyżej.

-Co do cholery?!

Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem jak roślina oplata mu szyję. Dopiero gdy chłopak zaczął się dusić Aisira ocknęła się z otępienia. Jednak zanim cokolwiek zdążyła zrobić koło Linli pojawił się białowłosy grajek. Aisira go rozpoznała. To był Rielth którego spotkała przy bramie. Jednym szybkim ruchem uderzył Linli w kark pozbawiając ją ponownie przytomności. Roślina zatrzymała się. Aisira podeszła i wyciągnęła nóż który Covi chował pod bluzką i zaczęła przecinać plącza.

-A  mowiła mi że nie ma żadnej sari.

Covi prychnął. Dalej trzymał dziewczynę i zwierzaka ale patrzył na nich jakby chciał skręcić obydwojgu karki.

-Pewnie że nie ma. Zwyczajnie jakiejś roślinie bez powodu zachciało się mnie zabić. To zupełnie normalne.

Aisira się zaśmiała i przyłożyła rękę do poranionej szyi chłopaka. Na jej i jego skórze pojawiły się skomplikowane znaki. Covi się skrzywił. Każdy w pomieszczeniu odwrócił wzrok. Patrzenie na symbole uzdrowiciela było jak patrzenie w oczy śmierci. Każdy pragnął uniknąć tego nieprzyjemnego uczucia.

-Nie narzekaj, przynajmniej uzdrowiciela masz za darmo.

Przywódca milczał więc dziewczyna zwróciła się do stojącego obok Rieltha.

-Więc jesteś również grajkiem?

Chłopak wzruszył ramionami z zainteresowaniem patrząc jak dziewczyna uzdrawia Coviego. To że symbole nie sprawiły że chciał odwrócić wzrok znaczyło że w swoim życiu zabił już wiele osób. Aisira mimo wszystko uśmiechneła się.

-Chciałbyś ze mną występować?

Pomimo że była wcześniej zajęta rozmową, słyszała jak gra i była pod wrażeniem. Chłopak się uśmiechnął.

-Skłamałem ci przy bramie. Tak naprawdę kogoś szukam. Ale dopóki go nie znznajde mogę z tobą występować. I tak jestem ci winny przysługę.

Aisira skończyła leczyć Coviego. Jego rany były małe dlatego nie zajęło to zbyt dużo czasu.Chłopak uśmiechnął się do dziewczyny po czym wyszedł a za nim dwie dziwki próbujące za wszelką cenę uniknąć spojrzenia białowłosej.

- Spróbowałam pilnować twojego nowego zwierzaczka więc chyba należy mi się nagroda.

Aisira odwróciła się do uśmiechniętej Heili. Dziewczyna wykorzystując zamieszanie zbliżyła się niezauważona do białowłosej.

- W porządku. Co byś chciała?

Dziewczyna dzwoniąc dzwonkami we włosach złapała Aisire za rękę.

- Powróżyć. Jestem już lepsza niż kiedy ostatnio ci wróżyłam.

Nim Aisira zdążyła zareagować, Heili ugryzła ją w palec. Jej oczy natychmiast zaczęły świecić.

- Nim minie rok twe życie się zmieni. Złote korony otoczą cię w koło. Jedne będą przychylne, drugie zapragną cię zabić. Śmierć ofiaruje ci swój pocałunek, znacząc cię swym piętnem. Nie ufaj nigdy fałszywej zimie, ona cię zdradzi. Twa bestia cię wzywa. Nie porzucaj jej. Wybawienie i miłość odnajdziesz w niebie. Błękitny ogień jednak zapragnie cię dla siebie. Którą drogę wybierzesz? Przemyśl to dobrze. 

Oczy przestały jej się świecić. Heili z radością spojrzała na białowłosą.

- I jak? Powiedziałam tym razem coś przydatnego?

Aisira westchnęła i spojrzała współczująco.

- Wybacz. Większość to nadal brednie.

Heili zwiesiła głowę. Zawsze starała się poprawić swoje umiejętności ale nikt nigdy nie rozumiał jej przepowiedni. Aisirze zrobiło się jej żal.

- Ale przynajmniej wiem że w ciągu roku zmieni się moje życie. To już coś!

Heili uśmiechnęła się lekko i przytuliła dziewczynę.

- Dziękuję Ais. Jesteś naprawdę cudowna.

Brzęcząc dzwonkami wróciła do baru gdzie czekał na nią kolejny kubek wódki. Aisira odwróciła się do Rieltha.

- Występuje przy fontannie w dzielnicy Sasa. Ubierz się odpowiednio bo pieski są tam dość surowe.

Chłopak pokiwał głową a dziewczyna w końcu mogła wyjść z podziemnego baru. Gdy w końcu z powrotem była na ulicy słońce zbliżało się do horyzontu. Ruszyła szybkim krokiem w stronę południowej bramy. Miała nadzieję że zdąży jeszcze coś zjeść w chatce przed czystką. W bramie zatrzymał ją jeden ze strażników.

- Dowódca kazał ci przekazać że dzisiaj jest tresura więc lepiej żeby koty zostały w domu.

Widać było że nie ma pojęcia co znaczą słowa które mówił. Ale Aisira wiedziała. I przeklneła pod nosem. Freiser, dowódca straży na pewno będzie chciał od niej czegoś w zamianie. Jednak informacja była pomocna. Oznaczała że nowi rekruci będą dzisiaj z weteranami patrolować miasto. Czyli dwa razy więcej piesków niż zwykle. Muszą więc wywabić szczury za miasto. Kiwnęła głową strażnikowi i ruszyła dalej. Ledwie otworzyła drzwi chatki uderzył w nią cudowny zapach pieczonego mięsa. Nie wiedziała jakim cudem Arachowi udaje się zdobyć najlepsze okazy z lasu. Tym razem na talerzach znajdowały się Gihy. Tłuste ptaki posiadające dwie pary skrzydeł. Nais bez słowa wręczył jej talerz z ciepłym mięsem a ona z rozkoszą się w nie wgryzła. Było cudowne. Nie wiedziała czego użył żeby przyprawić ptaki ale ich smak wystarczał żeby uznała że mieszkanie z nais było świetnym pomysłem. Dopiero gdy skończyła jeść rozejrzała się po chatce. Arach przygotował swoje posłanie koło jej łóżka. Miękkie futro, poduszka i ciepły pled powinny mu na razie wystarczyć. Zimy w kraju Ogis nie były srogie, a zwłaszcza w stolicy którą od pustyni dzieliły tylko dwa księstwa. Zwróciła swoje spojrzenie na Aracha. Zdążył się już przebrać w nowe ubranie. Aisira odetchnęła z ulgą widząc że ma wilcze uszy i ogon. Wyglądał jak odmieniec ale już nie jak demon.

- Co to były za dzieci które przyniosły te rzeczy?

Wydawał się naprawdę zainteresowany.

- To moje kociaki. To znaczy sieroty z ulicy które dokarmiam.

Arach zmarszczył brwi.

- Czemu nazywasz ich kociakami? Dlatego że są inri?

Dziewczyna zamyśliła się. To określenie było dla wszystkich tak naturalne że nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała.

- W pewnym sensie tak. Na ulicach rządzą koty czyli inri. Żołnierzy nazywamy psami natomiast niechciane osoby takie jak na przykład nielegalni łowcy niewolników to szczury których czesto koty muszą się  pozbyć bo psy nie zwracają na to uwagę.

Arach wydawał się być czymś zaskoczony.

- Czyli w tym mieście są tylko ludzie i inri?

Dziewczyna kiwneła głową. Przecież w każdym mieście tak jest. Nie rozumiała zaskoczenia chłopaka.

- Gdzie są nais?

Tym razem to Aisira była zaskoczona. Czy on myślał że ludzie i inri żyją normalnie w mieście z demonami?

- Nie ma ich. A przynajmniej nigdy wcześniej ich nie widziałam. Jesteś pierwszym którego spotkałam. Wcześniej myślałam że nais są tylko postaciami z legend.

Chłopak wyglądał na zaskoczonego i zmartwionego.

- Który mamy rok?

Dziewczyna się zaśmiała.

- Nie wiem. Ta wiedza należy do ludzi i ich głupich ksiąg. Wiem tylko że przeminęło już wiele setek pełni odkąd ludzie zaczęli niewolić inri i minie następne wiele setek zanim przestaną to robić. Tak zawsze powtarzają stare kobiety w święto pełni.

- Święto pełni?

Dziewczyna pokiwała głową i rozmarzona spojrzała przez okno.

- W każdą pełnię miesiąca wszyscy mają wolne. Za dnia ludzie świętują uroczystość któregoś ze swoich dwunastu bogów. A wieczorem gdy oni zasną wszyscy inri z miasta spotykają się na wielkiej polanie w lesie aby śpiewem i tańcem podziękować bogu za to że pozwolił nam dożyć kolejnej pełni.

- Jaki to bóg?

- Nikt nie zna jego imienia. Ludzie nazwali swoich bogów, my nie. Bo nadając czemuś imię sprawiasz że należy to do ciebie. Bóg nie należy do nikogo.

Arach spojrzał na nią z podziwem.

- Jesteś inteligentna. Na początku sądziłem że jesteś idiotką.

Aisira z trudem powstrzymała się żeby go nie uderzyć powtarzając w głowie "Nie powinno się bić demonów".

- Cieszę się że nie uważasz już mnie za idiotkę. A teraz wybacz ale muszę iść zabić paru ludzi.

- Pomogę ci.

Dziewczyna otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.

- Chcesz pomóc mi zabić ludzi?

- Tak. Zaledwie wczoraj zabiłem kilkudziesięciu więc to nie problem.

Jedyne o czym Aisira była w stanie pomyśleć to że nais naprawdę są dziwni.

- Więc gdzie?

Nie zrozumiała o co mu chodzi.

- Nie rozumiem, co gdzie?

Chłopak podszedł do niej i złapał ją w talii.

- Gdzie mamy iść żeby zabić tych ludzi?

- Południowa brama.

Wskazała kierunek ręką. Nagle wszystko pociemniało. Przerażona przywarła do chłopaka który nie przejmował się że otacza ich nicość. Po paru sekundach ciemność zniknęła a oni stali przed bramą. Raski i Covi obok których się pojawili odskoczyli zaskoczeni. Arach rozejrzał się po otaczających ich inri.

- To nie są ludzie.

Aisira odsunęła się i spojrzała na niego zirytowana.

- Gratuluję spostrzegawczości! A teraz mi powiedz co to do cholery było?!

Nais uśmiechnął się widocznie zadowolony ze swoich umiejętności.

- To moja saria. Poruszanie się w przestrzeni.

Aisira nagle uśmiechnęła się wpadając na świetny pomysł.

- W takim razie możesz sprowadzić te szczury do lasu!

Nais wzruszył ramionami.

- Mogę. Mogę też ich od razu zabić...

Raski przerwał mu, zły z powodu że obcy  pojawił się z Aisirą w ramionach.

- A może w ogóle cię nie potrzebujemy?!

- Raski! Tak się składa że dzisiaj przyda nam się jego pomoc. Dzisiaj jest tresura.

Raski zły odwrócił wzrok nic już nie mówiąc. Natomiast Covi westchnął.

- Jakie to słodkie gdy stare psy uczą młode jak się szczeka i merda ogonem przed szlachtą.

Następnie zwrócił się do Aracha.

- Mógłbyś przenieść ich na wielką polanę w lesie? Zarośnięci, w łachmanach, możliwe że dodatkowo śmierdzą.

- Ale on nie wie gdzie to...

Arach przerwał jej patrząc z lekką wyższością na osoby w około.

- Wystarczy że Aisira będzie na polanie a ją znajdę.

Mówiąc to rozpłynął się w czarnym obłoku.

- Jaki on irytujący. Gdzieś ty go znalazła?

Raski nawet nie ukrywał swojej irytacji. Pozostali też nie byli zadowoleni. Aisira wzruszyła ramionami.

- Na podłodze mojego domu.

Ruszyła biegiem w stronę polany. Covi i Raski wraz z ośmioma obcymi jej inri ruszyli powoli za nią. Ledwie zatrzymała się na polanie z czarnych obłoków zaczęli pojawiać się ludzie. Było ich łącznie około dwudziestu.

- To wszyscy których znalazłem.

Nie zauważyła kiedy Arach pojawił się koło niej. Natychmiast stworzyła igły z lodu grubości dłoni i wysłała w stronę stojącego najbliżej od niej człowieka. Nie miał najmniejszych szans na przeżycie. Zanim pojawiła się reszta inri zdążyła załatwić jeszcze trzech. Arach przez chwilę patrzył na nią otępiały lecz szybko się otrząsnął i zabił czarnym mieczem kolejnych pięciu. Aisira zastanawiała się gdzie on wcześniej chował ten miecz. Pozostałymi zajęli się Covi, Raski i towarzyszący im inri. Arach podszedł do dziewczyny z dziwnym spojrzeniem.

- Ty jesteś Luną!

- Co?!

Aisira popatrzyła na niego jakby oszalał.

- Władasz sarią lodu i jesteś uzdrowicielką?

Dziewczyna pokiwała głową. Nie miała pojęcia o co mu chodzi.

- Więc jesteś nową Luną! Przyszłą evos!

- Nie mam pojęcia o czym ty mówisz!

Arach ukleknął przed nią na jedno kolano.

- Ja, Arach z rodu Lunsen, wielki książę królestwa Sedros, generał pierwszej kompanii gwardii królewskiej przyrzekam ci wierność, przyszła królowo Aisiro.

Aisira patrzyła na niego nie rozumiejąc jego zachowania. Nagle poczuła przeszywający ból w miejscu w którym był tatuaż na jej ręce. Ból robił się coraz silniejszy i rozchodził się po całym ciele. Upadła na ziemię zwijając się z bólu.

- Aisira!

Strata przytomności przyniosła jej ulgę. A przynajmniej przez chwilę mogła unosić się w kojącej nicości. Wyrwał ją z niej głos Ceriona

- Musimy porozmawiać...