Translate

czwartek, 18 maja 2017

Rozdział 10: Linli & Aisira


Aisira z zainteresowaniem przyglądała się kolejnym strojom pokazywanym przez sprzedawczynie. Poprosiła o coś praktycznego ale nie rzucającego się w oczy. Początkowo kobieta nie potraktowała jej poważnie i kazała jej wyjść. Zapewne uznała że skoro Aisira jest inri to nie ma pieniędzy. Wywiązała się z tego mała kłótnia. Zakończyło ją wejście Linli do sklepu. Kobieta widząc drogą biżuterię dziewczyny od razu z uśmiechem ją powitała. Lecz kiedy dziewczyna zapytała Aisire czy wybrała już coś ciekawego sprzedawczyni była przerażona. W jej rozumieniu dziwna inri była niewolnicą, w najlepszym wypadku służącą blondynki. Kobieta od razu pobiegła na zaplecze i przyniosła trzy piękne, bogato zdobione stroje. Aisira skrzywiła się.
- Przepraszam, ale prosiłam o coś praktycznego.
Kobieta szybko wymieniła stroje na bardziej odpowiednie. Dopiero teraz Aisira była zadowolona. Nie lubiła sklepów z gotowymi strojami ale tym razem nie miała wyboru. Jej "gość" nie mógł chodzić w łachmanach. Wybrała czarne skórzane spodnie i czarną lnianą bluzkę. Po chwili namysłu dorzuciła jeszcze czarną pelerynę. Sprzedawczyni się skrzywiła, widocznie według niej wybrały zbyt tanie rzeczy. Szybko zapłaciła i czym prędzej wyszła ze sklepu. Nienawidziła takich miejsc, sprzedawcy zawsze patrzyli z góry na inri. Lubiła ludzi z dzielnicy Sasa, oni ją szanowali jednak nie mogła sobie pozwolić na kupienie tych rzeczy u nich. Już i tak wydała swoje trzymiesięczne zarobki. Przed sklepem stała trójka jej kociaków, pozostałe już wysłała aby zanieśli do chatki kupione futro i pościel. Wręczyła dzieciom ubrania.
- Pamiętajcie, gdy dotrzecie na miejsce i duży zły wilk nie będzie chciał was wpuścić to powiedzcie mu moje imię i dajcie mu to.
Dzieci pokiwały głowami i szybko pobiegły w jedną z wąskich uliczek. Białowłosa jeszcze musiała iść w jedno miejsce zanim wróci do domu i spotka się z nais. Ruszyła wolnym krokiem w stronę uliczki prowadzącej w przeciwną stronę niż ta którą poszły dzieci gdy nagle poczuła dłoń na ramieniu.
- Masz może ochotę?
Linli wyciągała w jej stronę czystą chustkę z mięsnym ciastkiem. Dziewczyna od momentu wejścia do sklepu była tak cicha że Aisira zapomniała o jej obecności. Złotowłosa patrzyła na nią nieśmiało, a w jej oczach widać było nadzieję. Aisira przypomniała sobie że dziewczyna przychodząc na jej występy zawsze była sama i z nikim nie rozmawiała. Białowłosa westchnęła po czym uśmiechnęła się szeroko.
- Dziękuję ci bardzo, chętnie zjem.
Twarz dziewczyny momentalnie rozpromieniła się.
- Dlaczego zawsze jesteś sama?
Uśmiech Linli natychmiast zniknął a ona sama spojrzała w ziemię.
- Ponieważ jestem pomyłką.
Aisira prawie zakrztusiła się ciastkiem. Zaskoczona przyglądała się dziewczynie wciąż wpatrzonej w ziemię. To wszystko wydawało jej się dziwne. Nie miała wątpliwości że Linli jest szlachetnie urodzona, a ilość pieniędzy które ze sobą nosiła świadczył że dobrze im się powodzi. Jednak dziewczyna była zbyt pokorna i nieśmiała jak na swój status społeczny. I ta jej ciągła samotność. Żadna szlachcianka nigdy nie spacerowała sama po mieście próbując udawać nisko urodzoną.
- Dlaczego jesteś pomyłką? Nie wydajesz się być zdeformowana ani brzydka. A czy głupia to się dopiero okaże.
Linli zaśmiała się radośnie. Niektórzy mogliby uznać słowa Aisiry za obrazę jednak dziewczyna wydawała się szczęśliwa.
- Dużo osób uważa że jestem głupia chociaż przeczytałam więcej książek niż oni kiedykolwiek widzieli na oczy. Zam wszystkie rośliny które opisali w książkach i większość zwierząt. Jednak nie jestem zbyt dobra w kontaktach międzyludzkich. Początkowo nawet trochę bałam się ludzi mijanych na ulicach.
Dziewczyny szły powoli ulicą w stronę dzielnicy Alsur. Aisira zastanawiała się do jakiej rodziny należy Linli. Pasowała na córkę szlachty, zwanej szlachtą książęcą, która zarządzała regionami. Jednak nie przebywałaby tak długo w mieście. Może bękart? Niemożliwe. Chodziły by plotki o tak bogatym bękarcie.
- Kim tak naprawdę jesteś?
Linli zatrzymała się i z uśmiechem spojrzała na białowłosą.
- Kimś kto chce się z tobą zaprzyjaźnić!
Aisira była zaskoczona. Dla niej nie istniało coś takiego jak przyjaźń. Już nie. Byli tylko wspólnicy, osoby które mogły w każdej chwili zdradzić i po których stracie nie będzie cierpieć.
- Dlaczego? Przecież prawie mnie nie znasz.
Złotowłosa rozejrzała się po ludziach wokół.
- Tylko ty masz taką aurę jak ja...
- Aurę?
- Tak, inri mają czerwoną aurę, większość ludzi żółtą, chociaż niektórzy mają zieloną jak mój brat. Ty jesteś jedyną osobą którą spotkałam która tak jak ja ma fioletową aurę.
Aisira zaśmiała się.
- Nie rozumiem za bardzo tych aur ale czy możliwość widzenia ich nie jest twoją sarią?
Dziewczyna przestała się uśmiechać i ze smutkiem spojrzała w stronę z której szły.
- Nie, mój brat też to potrafi. A nawet jeśli to moja sari dla mojego ojca byłaby ona za słaba. Dla niego nie istnieje.
Białowłosa skrzywiła się. Mogła się nie odzywać. Teraz jej towarzyszka miała łzy w oczach. Westchnęła. Właśnie z tego powodu nie lubiła spoufalać się z ludźmi, to takie kłopotliwe.
- Lepiej żeby nie zastała nas tu noc. Chodźmy szybciej....przyjaciółko...
Linli przez chwilę patrzyła zaskoczona po czym uśmiechnęła się szeroko. Od tego momentu szły już w ciszy. Im bliżej były miejsce do którego Aisira chciała dotrzeć, tym Linli szła bliżej niej. Ze strachem ale z ciekawością obserwowała otaczających je ludzi. Były to kurtyzany, złodzieje, hazardziści i najemnicy. Większość osób była inri, tylko gdzieniegdzie widziała pojedynczych ludzi. Dopiero po chwili zauważyła że mijane osoby również się jej przyglądają, jednak z pewną nieufnością, a niektórzy nawet z wrogością. Gdy zauważyła w dłoniach niektórych broń złapała Aisire pod ramię. Dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona po czym rozejrzała się wokół.
- Nie bój się, nie zaatakują cię. Są po prostu zaciekawieni.
Nie przekonało to dziewczyny. Starała się patrzeć tylko w ziemię ale to nie pomagało. Czuła spojrzenia wszystkich skierowane w jej stronę. Nareszcie dotarły na miejsce. Budynek z zewnątrz przypominał karczmę ale drzwi były szczelnie zamknięte. Aisira zapukała, a gdy nie było reakcji kopnęła w drzwi. Po chwili usłyszały ze środka głos.
- Hasło.
Aisira jeszcze raz kopnęła w drzwi.
- Otwieraj albo odmrożę ci jaja!
Drzwi natychmiast się otworzyły i stanął w nich uśmiechnięty mężczyzna z licznymi bliznami na twarzy.
- Aisira! Dawno cię tu nie było! Wszyscy się ucieszą na twój widok!
Aisira tylko westchnęła. Nawet nie pamiętała jego imienia.
- Jest Raski i Covi?
Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerze i wskazał na schody zmierzające w dół.
- Przywódcy piją w sali. Na pewno ucieszą się na twój widok.
Aisira ponownie westchnęła i ruszyła w stronę schodów. Linli zdążyła zrobić krok zanim wejście nie zagrodziła jej ręką mężczyzny.
- A ty tu czego chcesz? Myślisz że możesz sobie tu tak po prostu wejść?
Linli cofnęła się przestraszona o krok, a jej Dier zasyczał ostrzegawczo.
- Ona jest ze mną. Wpuść ją.
Mężczyzna zaskoczony uniósł brwi.
- Czyżby plotki że wolisz kobiety od mężczyzn były prawdziwe?
Oczy Aisiry zwęziły się a podłoga wokół niej pokryła się lodem.
- Jeszcze jeden taki głupi żart a naprawdę pozbędziesz się swoich jaj.
On tylko się zaśmiał ale na wszelki wypadek cofnął się do tyłu. Linli szybko podeszła do Aisiry, a jej Dier wrócił do swojej drzemki zakrywając głowę i obroże z bransoletki ogonem. Po kilku minutach schodzenia w dół dotarły do kolejnych drzwi z za których dochodziły uśmiechy i przekleństwa.
- Uważaj na ludzi w środku. Załatwię jedną sprawę i będziemy mogły wrócić.
Gdy weszły do środka towarzystwo na chwilę zamarło. Linli dzięki temu miała czas rozejrzeć się po Sali. Przy długich stołach siedzieli ludzie których zawsze starała się unikać. Najemnicy nawet na nią nie spojrzeli jednak dziwki i złodzieje obserwowali ją z zainteresowaniem. Aisira nie zwracając uwagi na towarzystwo ruszyła w stronę kobiety siedzącej przy barze.
- Heili! Mam do ciebie prośbę.
Kobieta o najdziwniejszych włosach jakie Linli kiedykolwiek widziała i oklapniętym jednym uchem odwróciła się do nich z wielkim uśmiechem.
- Aisira! Dawno cię tu nie widziałam! Co cię tu sprowadza?
- Interesy. Mogłabyś jej chwilę popilnować?
Mówiąc to wskazała na Linli. Heili obejrzała złotowłosą od stóp do głów po czym zamachała ogonem i wzruszyła ramionami.
- Pewnie. Kto to?
- Linli...moja...przyjaciółka.
Wydawało się jakby ostatnie słowo z trudem przeszło jej przez gardło. Heili nie skomentowała tego, wskazała tylko Linli aby usiadła koło niej podczas gdy Aisira skierowała się w stronę grupki ludzi siedzących przy najbardziej oddalonym stole. Linli nie mogła przestać przypatrywać się włosom dziewczyny. Przy nasadzie były blond, następnie przechodziły w brąz a na końcówkach były czarne. Dodatkowo dziewczyna związała je w masę małych warkoczyków na których końcach przywiązane były dzwoneczki.
- Napijesz się czegoś?
Linli kiwnęła głową i sięgnęła do ukrytej kieszeni w płaszczu. Czując na sobie badawcze spojrzenia zamiast złotej monety wyciągnęła srebrną. Heili zagwizdała z uznaniem na widok srebra.
- Widzę że ktoś miał tu udany dzień.
Linli tylko się uśmiechnęła ciesząc się w duchu że powstrzymała się od wyjęcia złota.
- Jerry! Dwa kubki tego co zwykle! I nie zapomnij o dolewkach!
Mężczyzna za barem nawet na nie spojrzał ale podniósł kciuk do góry dając do zrozumienia że się tym zajmie.
- No więc gadaj mi szybko jak to się stało że taka osoba jak ty zaprzyjaźniła się z naszą lodową przywódczynią!
Linli była lekko zakłopotana. Nie była przyzwyczajona do tego że ludzie, a tym bardziej inri chcą z nią rozmawiać.
- Właściwie sama nie wiem jak to się stało. Oczywiście chciałam się z nią zaprzyjaźnić. Chodziłam na jej występy. Ale chyba sama do końca nie wierzyłam że uda mi się z nią zaprzyjaźnić. Dzisiaj pierwszy raz tak naprawdę ze sobą rozmawiałyśmy.
Heili się roześmiała. Nie wyglądała na zaskoczoną.
- To zupełnie w jej stylu. Jest taka od dziecka. Niby jest blisko ciebie ale utrzymuje dystans. A od tamtej tragedii odcięła się prawie całkowicie.
Barman podał im dwa kubki z przeźroczystym płynem o dziwnym zapachu. Linli pierwszy raz widziała taki napój ale biorąc przykład z Heili wypiła od razu kubek. Zaczęła kaszleć gdy napój zaczął piec ją w gardle a do oczu napłynęły łzy.
- T..tru...trucizna?
Inri tylko się zaśmiała I wypiła kolejny kubek brzęcząc przy tym dzwoneczkami.
- Jaka trucizna! To przecież wódka! Pij, pij! Trzeba uczcić że Aisira w końcu kogoś nazywa przyjaciółką!
Mówiąc to podsunęła dziewczynie kolejny kubek a sama wzięła się za trzecim. Linli niepewnie przysunęła napój do ust i spojrzała na Aisire która mówiła coś ze złością do chłopaka z blizną przecinającą mu oko.
- Co to za tragedia?
Inri przestała pić i ze smutkiem spojrzała na napój.
- Pamiętasz gdy pięć lat temu król stłumił powstanie inri?
Dziewczyna pokiwała głową. Król był po tym wydarzeniu tak szczęśliwy że pozwolił jej zejść z wierzy i wziąć udział w balu maskowym wydanym z tej okazji. Co prawda nie rozmawiała z nikim aby nie zdradzić kim jest ale za to całą noc przetańczyła z Resem. Później oboje się śmiali z plotki o tym że zakochał się w tajemniczej dziewczynie i przetańczył z nią cały bal. Chciała też zatańczyć z Mirenem ale cały czas kręciła się koło niego jakaś ruda dziewczyna.
- Tamtego dnia zginęło wielu naszych przyjaciół. Inri bez których nie udałoby nam się przeżyć na ulicy. Aisira przeżyła to najgorzej. Mężczyzna który dowodził powstaniem był jej pierwszą i chyba jedyną miłością. A wiesz co król kazał z nim zrobić? Polecił żeby konie rozerwały jego ciało. Każdą jego kończynę powieszono nad bramami do miasta, a głowę przytwierdzono do bramy zamkowej. Nie wiem co się później stało z ciałem ale wtedy Aisira odsunęła się od nas. Porzuciła to miejsce i zaczęła występować na ulicy.
Linli z trudem powstrzymała łzy. Wspominała tamten czas z radością. Nie sądziła że ktoś tego dnia mógł tak cierpieć.
- Jestem taką egoistką...
Szybko wypiła wódkę i sięgnęła po kolejny kubek.
- Ten napój nie jest taki zły...
Heili spojrzała na nią z uśmiechem.
- Chcesz żebym ci powróżyła?
Linli powoli pokiwała głową. Miała uczucie jakby szumiało jej w głowie. Heili wzięła jej ręką i ugryzła ją w palec. Linli lekko pisnęła chociaż prawie ją to nie bolało. Inri zlizała krople krwi a jej oczy zaczęły świecić.
- Czeka cię trudne życie. Umrzesz, aby móc zacząć żyć jako prawdziwa ty, byś mogła uwolnić swe skrzydła. Ogarnie cię ciemność żebyś mogła ujrzeć prawdziwy świat. Będziesz musiała wybrać między rodziną a przyjaźnią. Jeśli wybierzesz źle, zniszczy cię eter. Jeśli dobrze, otoczy cię miłość oceanu.
Oczy Heili przestały świecić a ona sama uśmiechnęła się radośnie.
- Powiedziałam coś pomocnego? To moja sari. Potrafię czasem przewidzieć przyszłość ale nigdy nie wiem o czym mówiłam.
- Czemu wspomniałaś o oceanie?
Inri spojrzała na nią zaskoczona po czym wzruszyła ramionami.
- Nie wiem czym jest ocean, nigdy nie słuchałam bajek.
W tym momencie ktoś zaczął grać. Linli spojrzała w stronę z którego dochodziła muzyka. W koncie Sali na ziemi siedział białowłosy mężczyzna obok którego leżał wielki miecz. Był człowiekiem jednak otaczała go ta dziwna zielona aura. Mężczyzna grał na nieznanym jej, niezwykłym instrumencie w kształcie półksiężyca z licznymi strunami. Melodia którą grał była równie niesamowita. Niby skoczna ale z nutą melancholii. Linli wypiła kolejny kubek wsłuchując się w muzykę. Białowłosy mężczyzna przypatrywał się jej się jakby z nadzieją. Dlaczego? Nie miała siły nad tym myśleć. Zaczęło jej się kręcić w głowie.
- Linli, w porządku?
Spojrzała na Heili lecz obraz jej się zamazywał.
- Piękna muzyka...
Kubek wypadł jej z dłoni i upadł na ziemię. Linli zemdlała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz