Linli biegła po łące pełnej kwiatów. Wszystko w końcu układało się wspaniale. Jej najlepszy przyjaciel miał pogodzić się z jej mężem i z powrotem mogli być szczęśliwi w trójkę. Nagle rozległ się ryk. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła że łąka po której biegła kończy się około pięć metrów przed nią. Czy tak było od początku? Czy dopiero teraz świat przed nią zniknął? Ryk rozległ się ponownie, a ona dostrzegła w mroku trzygłową istotę i dziwną postać która schodziła z jej grzbietu. Linli poczuła strach. Pojawienie się trzygłowej bestii oznaczało że niedługo stanie się coś strasznego. Tajemnicza postać zaśmiała się widząc jej strach.
- Kim jesteś?
Obcy milczał przez chwilę po czym odpowiedział złowrogim głosem.
- Właśnie kim? Demonem? Tak wy ludzie mnie nazwiecie. Zapomnianym bóstwem? Tak nazwą mnie inri. Zgodziłem się na wasze przybycie do Tesaros bo prosili mnie o to poddani. Jednak wy, jak robaki rozpełzliście się wszędzie i przywłaszczyliście sobie to, co należy do mnie. Czas was ukarać.
Dziewczyna przerażona cofnęła się o krok. Nagle pojawił się koło niej jej zielony smok, Den, który okrył ją swoim skrzydłem, aby oddzielić ją od przeciwnika. Dziewczyna od razu poczuła się pewniej.
- Nie wiem co planujesz zrobić ale na pewno cię powstrzymamy.
Obcy ponownie się zaśmiał.
- Nie rozumiesz maleńka. Będzie wojna. Ludzie będą zabijać nais, a nais będą zabijać ludzi. Niewinni inri będą mordowani.
Złotowłosa zacisnęła ze złości pięści.
- Jesteś potworem!
Bestia ukryta w mroku zawarczała groźnie.
- Wy ludzie macie dziwny zwyczaj nazywania wszystkich potworami. Ale w jednym się mylisz maleńka. To nie ja rozpętam to wojnę ale twoich ukochani. Ten świat zniszczy ich miłość do ciebie.
Dziewczyna była zdezorientowana.
- Dlaczego Amer i Leiras mieliby walczyć?
Mrocza postać zaczęła powoli podchodzić do granicy światła.
- Ponieważ będą się nawzajem oskarżać o twoją śmierć.
- Moją...co?!
W tym momencie z mroku wyszła bestia. Okazało się być olbrzymim, ciemnogranatowy, trzygłowym smokiem. Den przyciągnął dziewczynę bliżej siebie ale jedna głowa przeciwnika wgryzła się w jego szyję a pozostałe dwie w skrzydła, szybko je wyrywając. Na Linli spłynęła fontanna krwi, a jej kochany pupil padł martwy.
- Tak się dzieje gdy robaki ośmielają się dotykać tego co moje. Nie miej mi tego za złe, jesteś konieczną ofiarą aby oczyścić ten świat.
Wszystkie kwiaty na łące zaczęły więdnąć, jeden po drugim, jakby odliczały czas do jej śmierci. Wokół niej pojawił się cień rzucany przez głowę smoka. Gdy bestia zbliżała swoje zakrwawione zęby do jej ciała, przypomniała sobie imię swojego oprawcy.
- Cerion.....
Linli obudziła się z krzykiem. Służący którzy właśnie przynieśli jej śniadanie podskoczyli przestraszeni i kłaniając się, pospiesznie opuścili jej pokój. Dziewczyna przetarła dłonią spocone czoło i z niepokojem rozejrzała się po pokoju.
- Czy przyśnił mi się ten sen bo za dużo myślałam o tej latającej istocie?
Księżniczka chwilę analizowała swój sen.
- W takim razie czym jest nais? Kim jest Amer i Leiras? Kim jest Cerion i czemu chciał mnie zabić?
Westchnęła ciężko i podniosła się z łóżka. Jej sny były coraz dziwniejsze jakby nawet one chciały sprawić żeby oszalała. Skierowała swoje kroki do łazienki połączonej drzwiami z sypialnią. Sypialnia i łazienka były jedynymi pomieszczeniami w wieży. Zarówno komnata jak i łazienka były w kolorze czerwieni udekorowane złotymi dodatkami w kształcie płomieni. Każdego ranka Linli czuła się jakby była w środku pożaru. Jej matka uwielbiała taki wystrój i ponieważ nie mogła nic zrobić z zewnętrznym wyglądem zamku, skupiła się na wnętrzu. Prawie każdy pokój w pałacu był w kolorze czerwieni i złota co sprawdzało że zamek wyglądał jakby bez przerwy płonął w nim ogień. Dziewczyna nie podzielała zachwytu matki do czerwieni. Każdy musiał nosić czerwień, wszędzie musiała być czerwień. Linli miała tego dość. Zazdrościła bracią którzy podstępnie wmówili matce że czerwień jest zbyt szlachetna by marnować ją na stroje do lekcji walki. Matka im uległa, jak zawsze zgadzając się na wszystko czego chcieli. Linli nie miała takiego szczęścia ale z satysfakcją myślała o tym że w akademii jej bracia i tak będą musieli chodzić w czerwieni, w końcu takiego koloru były mundurki.
- Jestem chyba jedyną księżniczką którą nie znosi koloru przypisanego swojemu królestwu.
Zaśmiała się i weszła do wanny z parującą wodą. Współczuła tym którzy codziennie musieli wchodzić po tych wszystkich schodach z wiadrami aby mogła się rano wykąpać. Zastanawiała się jak to wygląda w królestwie Yars, gdzie rodzina królewska władała sarią pozwalającą im kontrolować wodę. Czy sami przygotowywali sobie kąpiel, czy może i tam służący musieli dźwigać wodę w wiadrach. Była ciekawa jak wygląda kraina Tesaros, świat który znała tylko z książek. Nigdy nie opuściła stolicy, co więcej, nigdy nie opuściła dzielnic szlachty. Bała się iść dalej. Każdego dnia widziała Aisire która szła drogą prowadzącą, jak się ostatnio dowiedziała, do najgorszych dzielnic miasta. Nabrała ostatnio zwyczaju porównywania się do białowłosej tancerki. Ona, księżniczka Linli, powinna chodzić z podniesioną głową, wydawać rozkazy i uważać się za lepszą od innych, w końcu mimo wszystko należała do królewska rodziny i oprócz miłości rodziców i siostry nic jej w życiu nie brakowało. Jednak to ona chowała się pod kapturem czerwonej peleryny bojąc się każdej mijanej osoby podczas gdy inri, sierota tańcząca na ulicy, w stroju który nie odważyła by się założyć kurtyzana, kroczyła dumnie ulicami stolicy jakby to miasto należało do niej. Udało jej się okręcić szlachtę tylko za pomocą kawałka lodu w kształcie róży. W książkach które Linli czytała to zawsze rodzina królewska bądź szlachta była odważna i podziwiana, radziła sobie ze wszystkim a poddani byli tylko głupimi sługami, pracowali w polu i ginęli w walce jako konieczne ofiary. Po kilku wizytach w mieście wiedziała że życie prostych ludzi nie jest tak nudne jak początkowo myślała i była coraz ciekawsza świata za murami miasta. Linli leżała w wannie póki woda, do której dodano pachnące olejki, nie zrobiła się zimna.
- W takich chwilach żałuję że nie jestem jak moje rodzeństwo, mogłabym przynajmniej podgrzać sobie wodę.
Śmieją się z pomysłu do jakiej prostej czynności użyłaby pożądanej przez większość wojowników sari, wyszła z wanny i biorąc do ręki szczotkę, szybko rozczesała swoje długie, złote włosy. Gdy weszła do pokoju zaskoczona zauważyła siedzącego na oknie Deera. Deery były zwierzętami które mieszczanie uważali za zły omen, a wieśniacy za zwykle szkodniki. Wyglądem przypominały łasice ze skrzydłami i rozdwojonym ogonem. Miały długie sterczące na boki uszy i dwie pary zielonych oczu. Były wielkości kotów i tak jak one żywiły się gryzoniami. Pomimo że miały skrzydła, bardzo rzadko latały i głównie używały ich do krótkiego szybowania blisko nad ziemią. Jednak ten Deer, aby się dostać do okna na wieży z pewnością musiał lecieć. Jego wygląd różnił się od innych jego krewniaków, jego futro zamiast szare było jasnobrązowe. Linli kątem oka spojrzała na talerz z zimnym już śniadaniem. Plastry mięsa pozostały nietknięte.
- Dziwnym jesteś zwierzątkiem. Słyszałam że prawie w ogóle nie latacie, jednak ty przyleciałeś na wieżę. Słyszałam że kiedy się pojawiacie kradniecie tyle jedzenie ile dacie radę, jednak ty nie ruszyłeś go w ogóle. Słyszałam że Deery są szare a ty jesteś brązowy. Czym jeszcze mnie zaskoczysz mały?
Deer jakby w odpowiedzi na jej słowa zaskoczył z okna i powoli ruszył w jej stronę. Linli szybko zastanowiła się czy słyszała kiedyś aby Deery atakowały ludzi ale nie mogła sobie nic przypomnieć. Zwierzątko usiadło przy jej stopach i cicho zapiszczał. Dziewczyna niepewnie schyliła się i pogłaskała Deera po głowie. Zwierzak z zadowoleniem wygiął grzbiet i rozłożył skrzydła. Księżniczka zaśmiała się.
- Widzę że lubisz pieszczoty. A może masz ochotę coś zjeść.
Ruszyła w stronę jedzenia a skrzydlata łasica dreptała za nią. Dziewczyna wzięła kawałek mięsa i podsunęła zwierzątku pod nos. Deer ostrożnie chwycił mięso swoimi małymi ząbkami i szybko zjadł. Dziewczyna uśmiechnęła się widząc jak się oblizuje po pyszczku. Szybko nakarmiła go resztą mięsa, sama zadowalając się chlebem i owocami. Następnie podeszła do szafy szukając jakiejś skromniejszej sukni. Długo zajęło jej szukanie prostej czerwonej sukienki bez ozdób, którą kupił jej brat po miesięcznych namowach. Szybko założyła ją na siebie i przewiązała czarnym pasem, który kupiła tydzień wcześniej w sklepie niedaleko zamku, zaraz pod biustem, imitując w ten sposób strój kobiet mieszkających w niższym mieście. Jeden miły strażnik, po drobnym przekupstwie, opisał jej ze szczegółami jak ludzie ubierają się i czeszą w niższym mieście. Dziewczyna związała rzemieniem suche już włosy, tworząc niedbały kok. Na koniec związała pod szyją swoją czerwoną pelerynę i założyła wiązane pod kolano jasno brązowe buty na małym obcasie.
- I jak wyglądam?
Pytanie kierowała do Deera który wygodnie rozsiadł się na jej łóżku i z ciekawością ją obserwował. Dziewczyna się zaśmiała.
- Dobrze, nieważne.
Chowając sakiewkę w ukrytej kieszeni peleryny ruszyła do drzwi. Zwierzak widząc że odchodzi, rozłożył skrzydła i po krótkim locie wylądował na jej ramieniu. Dziewczyna zaskoczona patrzyła jak Deer kładzie się na jej ramionach i owijając ogon wokół jej szyi, zamyka oczka. Linli zaśmiała się zauważając że wygląda to jakby miała futrzany szal, a że zwierzę już się nie poruszyło, wyszła z pokoju. Idąc korytarzem zamku przypomniała sobie o swoim śnie i skierowała kroki w stronę biblioteki. Ostrożnie otworzyła drzwi. W środku nie było nikogo prócz bibliotekarza który układał jakieś księgi na jednej z licznych półek.
- Przepraszam, panie Gerix, mógłby mi pan pomóc?
Zaskoczony mężczyzna upuścił książki na ziemię. Spojrzał oburzony w jej stronę.
- Panienko, nie powinnaś mnie tak straszyć!
Dziewczyna zaśmiała się, nigdy nie nazywał jej księżniczką ale nie przeszkadzało jej to.
- Chciałabym wiedzieć czym są nais, pomoże mi pan?
Pan Gerix był już starcem, łysym z siwą, długą brodą. Zajmował się książkami przez swoją niezwykłą sarie. Wystarczyło że wypowiedział poszukiwane słowo z myślą że chce je znaleźć a książki same przylatywały i otwierały się na odpowiedniej stronie. Teraz uczynił tak samo lecz minęła chwila zanim przyleciała stara, zakurzona książka. Bibliotekarz wyglądał na zaskoczonego widząc ją ale poprawił okulary i zaczął czytać otwartą stronę.
- Nais, demoniczni wojownicy z ery nocy. Nikt nie wie jak wyglądali, skąd przyszli ani dlaczego zniknęli. Według niektórych starych legend, nais zostali zamknięci w lodowcu na północy za sprzeciwienie się dwunastu bogom.
Pan Gerix zamkną książki i położył ją na pobliski stolik. Linli patrzyła na niego zaskoczona.
- Tylko tyle?
Starzec się uśmiechnął.
- Nie bądź zaskoczona, panienko. Sama wiesz że o Erze Nocy praktycznie nic nie wiemy. Ja jestem zaskoczony że było cokolwiek o tych istotach w księgach.
Dziewczyna się uśmiechnęła.
- Dziękuję bardzo za twoją pomoc.
Szybko pobiegła w stronę wyjścia z zamku nie chcą się spóźnić na występ Aisiry. Miała nadzieje że usłyszy jakąś nową piosenkę. Nikt nie próbował jej zatrzymać. Służba omijała ją szerokim łukiem, a strażnicy patrzyli przychylnym okiem na jej wycieczki. Bardzo się jednak zawiodła gdy dotarła do fontanny. Aisiry nie było. Kilku jej najwierniejszych fanów kręciło się bez celu przy witrynach sklepowych, co jakiś czas zerkając w stronę fontanny. Linli kupiła na pobliskim straganie ziarno i usiadła na krawędzi fontanny karmiąc gołębie. Miała zamiar poczekać na białowłosą, w końcu każdy może kiedyś zaspać. Deer z zainteresowaniem obserwował tłoczące się wokół dziewczyny ptaki ale nie poruszył się z jej ramion. Po godzinie znudziło jej się to i zaczęła chodzić po okolicznych sklepach. Przymierzała stroje, klejnoty, oglądała dziwne wynalazki. Gdy wybiło południe południe Linli zdążyła obejść wszystkie okoliczne sklepy, kupić nowe rękawiczki pasującą do stroju i bransoletkę składającą się z dwunastu, połączonych, złotych kwadracików z której zrobiła obrożę dla Deera. Bardzo ją bawiło że ludzie myśleli że zwierzę na jej ramionach to ozdoba a nie żywe stworzenie. Gdy ściągnęła Deera z ramion aby założyć mu obroże, a on się przeciągnął, sprzedawczyni odskoczyła przestraszona. Linli długo po tym nie mogła przestać się śmiać. Siedziała z powrotem przy fontannie karmiąc kupionym mięsem nowego zwierzaka. Cały czas ją dziwiło jego zachowanie ale równocześnie cieszyła się że Deer jej nie opuszcza.
- Jakby cię tu nazwać? Może Horrise? Podoba ci się?
Zwierzak zapiszczał zadowolony. Bardziej prawdopodobne było że był zadowolony z jedzenia niż z imienia ale Linli to wystarczyło. Pogłaskała go i zaczęła rozglądać się na około. Pomimo że minęło parę godzin Aisira się nie pojawił. Nagle dostrzegła małego chłopca opartego o ścianę jednego z budynków. Wyróżniał się z tłumu przez swoje łachmany i przez to że był inri. Gdy dostrzegł że na niego patrzy, uśmiechnął się szeroko i pomachał jej. Dziewczyna zaciekawiona wstała, Horrise wdrapał się po jej ręce i usiadł na ramionach, i ruszyła w stronę chłopca. Jednak gdy była już blisko chłopiec wbiegł do pobliskiej uliczki, przebieg kawałek po czym się zatrzymał i znowu popatrzył na nią. Dziewczyna ruszyła za nim. Sytuacja ciągle się powtarzała. Chłopiec odbiegał kawałek i zatrzymywał się patrząc czy idzie za nim. Linli stwierdziła że to zabawne i uważnie obserwowała chłopca aby go nie zgubić. Poczuła że coś jest nie tak dopiero gdy drogę zaczęło pokrywać błoto. Dotychczas była skupiona na chłopcu i dopiero teraz rozejrzała się w około. Poczuła przerażenie. Nie znała tego miejsca. Budynki były zniszczone, w powietrzu unosił się smród którego wcześniej nie zauważyła, a także oprócz niej i chłopca nie było nikogo. Nie wiedziała jak wrócić z powrotem, za nią było masę wejść do różnych uliczek i nie mogła sobie przypomnieć którą tu przyszła. Z rosnącym strachem szła dalej za chłopcem. Po kilku minutach doszli do czegoś co wyglądało jak stary, opuszczony rynek. Na środku, tak jak w Górnym Mieście stała fontanna lecz ta była stara i popękana, nie płynęła z niej żadna woda. Przy fontannie stało parę dzieci, wszystkie były inri. To było jasne że chłopiec szedł do nich. Stanął między nimi i wszystkie ją obserwowały. Łącznie z chłopcem który ją przyprowadził była ich szesnastka. Linli niepewnie szła w ich stronę.
- Patrzcie. Smarkacze przyprowadzili nam łatwą ofiarę
Dziewczyna przerażona spojrzała w stronę z której dobiegał głos. Z jednego ze zniszczonych budynków wyszło trzech mężczyzn. Byli ludźmi ale wyglądali obrzydliwe. Byli brudni, w łachmanach i nie zdziwiłaby się gdyby chodziły po nich jakieś robaki. Kątem oka dostrzegła że dzieci boją się tylko trochę mniej niż ona. Horrise zjeżył się i zasyczał.
- Nie wiem kim jesteście ale zostawcie mnie w spokoju.
Linli próbowała udawać pewną siebie ale głos jej się załamywał. Mężczyźni się zaśmiali, a jeden z nich podszedł i złapał ją za ramię. W tej samej chwili Deer wbił w jego dłoń swoje ostre zęby. Napastnik z krzykiem puścił dziewczynę którą odskoczyła szybko, cudem nie potykając się o swoją pelerynę.
- Ty mała suko!
Podczas gdy dwóch pozostałych się śmiało, ten którego ugryzł Horrise, wyciągnął spomiędzy łachmanów tępy, zardzewiały nóż i rzucił się na nią. Jednak zamiast w nią nóż uderzył w twardą ścianę lodu która nagle pojawiła się między nimi. Stary nóż pękł w zetknięciu z twardą powierzchnią a złamana część wbiła się mężczyźnie w rękę. Zaczął przerażająco krzyczeć co sprawiło że jego towarzysze przestali się śmiać.
- Mogę wiedzieć co wy do cholery tu robicie?
Ta saria i ten głos mógł należeć tylko do jednej osoby. Linli z radością spojrzała w górę. Na dachu jednego z budynków, ubrana w biały, skórzany strój, stała Aisira.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz