Translate

wtorek, 11 października 2016

Rozdział 6: Linli


Linli, siedząc przy oknie, wpatrywała się w błyszczące gwiazdy i wsłuchiwała się w muzykę dochodzącą z sali balowej. Rodzice urządzili bankiet na który oczywiście jej nie zaprosili. Często myślała jakby zareagowali gdyby poszła na salę. Czy kazaliby ją wyprowadzić, czy raczej przedstawiliby wszystkim? Brakowało jej jednak odwagi aby to sprawdzić. Za bardzo bała się rodziców. Ciągle nie mogła zapomnieć tego co wydarzyło się dziesięć lat wcześniej. Podczas przyjęcia wydanego z okazji jej siódmych urodzin, podeszła do Kamienia Poznania aby odkryć swoją serię. Widziała jak rok wcześniej jej brat Miren to robił i wiedziała że powinny otoczyć ją płomienie ale nic się nie stało. Kamień nawet nie zalśnił na znak że posiada jakąkolwiek serię. Jej ojciec zawsze miał wybuchowy charakter ale nigdy nie widziała go w takiej furii. Złapał ją mocno za ramię i ze złością zaciągnął w stronę wieży, nie zwracając uwagi na to że Linli potyka się na schodach i nabija sobie siniaki. Król miał pokryte już lekką siwizną, krótkie blond włosy. W jego niebieskich oczach i na pokrytej już zmarszczkami twarzy malowała się wściekłość.  Wrzucił ją do pokoju na szczycie wieży i bez słowa zamknął drzwi na klucz. Złotowłosa uderzała pięściami w drzwi i krzyczała, jednak nikt nie reagował. Po godzinie gdy siedziała już wyczerpana pod ścianą drzwi się otworzyły i stanęła w nich królowa. Jej długie brązowe włosy były upięte w modną, skomplikowaną fryzurę w którą wpięto bogato zdobioną koronę. Pod brązowymi oczami pojawiały się pierwsze zmarszczki. Ubrana była w krwistoczerwoną suknie, nigdy nie nosiła innego koloru. Linli bez wachania podbiegła i przytuliła się do matki.

- Mamusiu, tatuś mnie tu zamknął. Tak bardzo się bałam…

Mocne uderzenie w twarz powaliło dziewczynkę na ziemię. Oszołomiona spojrzała na matkę. Na twarzy królowej malowało się obrzydzenie.

- Nigdy więcej nie nazywaj mnie tak! Nie chce nawet myśleć że urodziłam tak bezwartościowe dziecko!

Wskazała ręką na pokój do którego służący szybko wnosili meble i rzeczy dziewczynki.

- Od teraz to twój pokój. Nie waż się z tąd wychodzić bez pozwolenia! Nigdy nie pokazuj się publicznie! Rozumiesz?!

Przerażona dziewczynka szybko pokiwała głową. Królowa jeszcze przez chwilę patrzyła skrzywiona na swoje dziecko, po czym wyszła trzaskając drzwiami. Linli szybko odegnała to wspomnienie. Od tamtego dnia rodzice nie odezwali się do niej. Miała już co prawda pozwolenie na swobodne chodzenie po zamku i przymykano oko na jej wycieczki poza zamek, jednak dla rodziców wręcz nie istniała. Gdyby nie jej dwaj starsi bracia którzy ciągle przesiadywali u niej w pokoju, rodzice pewnie zapomnieliby o jej istnieniu, starsza siostra biorąc przykład z matki gardziła nią. Linli krzywiąc się na myśl o siostrze wyszła z pokoju i zbiegają po schodach kierowała się w stronę ogrodu. Kochała tam przebywać. Kwiaty zawsze rozkwitały gdy się tam pojawiła niezależnie od pory dnia. Przejrzała wszystkie książki w bibliotece aby dowiedzieć się czy to można uznać za serię, ale nigdzie o tym nie pisało.

- Witajcie moje kochane.

Uśmiechnęła się a róża ponownie zakwitła pod jej dotykiem.

- Niech mówią sobie co chcą, ja wierzę że to jest moja saria.

Z radosnym uśmiechem wirowała wśród kwiatów w rytm muzyki dobiegającej z sali balowej. Wszystkie kwiaty znajdujące się w odległości trzech metrów od niej ponownie rozkwitały nabierając świeżości i kolorów. Po paru minutach położyła się na trawie pomiędzy krzakami róż i spojrzała na gwiazdy.

- Koszmar. Zaczynam mówić do kwiatów. Rodzice chyba chcą żebym naprawdę oszalała.

Nagle wysoko na niebie pojawił się się ciemny kształt. Wyglądał jak dziwna istota z olbrzymimi skrzydłami i trzema głowami. Linli uśmiechnęła się widząc go. Od miesiąca widziała ten cień na niebie, a im częściej go widziała tym bardziej była pewna że jest prawdziwy. Zawsze zastanawiała się co to może być. Czy ma pióra czy może łuski? Czy ma zęby czy dziób? Czy jest przyjaźnie nastawiona czy raczej jest bezwzględnym zabójcą? Lubiła spędzać czas na zgadywaniu jaka jest ta dziwna istota, chociaż żałowała że może nigdy nie dowie się który z jej pomysłów był trafny. Westchnęła ciężko. Nie miała pomysłu co zrobić ze swoim życiem. Przypomniał jej się występ Aisiry i pod wpływem impulsu zaczęła śpiewać.

- Gwiazdy wysokie, gwiazdy na niebie, 
W darze oddaje dzisiaj wam siebie, 
Przyjmijcie mojej ofiary blask, 
Ześlijcie z nieba strumień swych łask. 
Niebiańscy bracia przyjmijcie mnie, 
Do raju swego, na serca dnie,
Prawdziwe niebo jest w sercu mym, 
I uwierz także jest w sercu twym, 
Niechaj połączą się nieba dwa, 
Niechaj gwiaździsta miłość wciąż trwa. 

Była to jedna z piosenek które tego dnia śpiewała Aisira, a która najbardziej się spodobała złotowłosej.

- Chyba nie było tak źle. Zapytanie czy dobrze śpiewam tą piosenkę też może być wstępem do rozmowy.

Nagle rozległ się szyderczy śmiech. Linli zerwała się z ziemi i dostrzegła swoją siostrę Wiwi. Była ubrana w czerwoną, bufiastą suknie. Brązowe włosy z wplecionymi klejnotami opadały falami po jej plecach a w brązowych oczach widoczna była pogarda. Podczas gdy Linli i Res z wyglądu przypominali ojca, Wiwi i Miren wdali się w matkę.

- Czyżby moja kochana siostrzyczka próbowała śpiewać? Jak żałośnie.

Złotowłosa zacisnęła ze złości pięści.

- Czego chcesz Wiwi?

Starsza księżniczka uśmiechnęła się złośliwie.

- Nic ważnego. Przyszłam tylko zobaczyć kto tak strasznie fałszuje. Myślisz że jak zaczniesz śpiewać rodzice zwrócą na ciebie uwagę? Dla nich jesteś tylko śmieciem!

Brązowowłosa odeszła śmiejąc się pogardliwie. Linli ze złością opadła z powrotem na ziemię.

- Jak ja jej nienawidzę! Jakim cudem ona mnie zawsze znajduje?

Dziewczyna dostrzegła na niebie spadającą gwiazdę.

- Proszę cię gwiazdo, chciałabym się zmienić.

Z tą myślą udała się z powrotem do swojego pokoju gdzie szybko zasnęła

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz