Linli z radością wbiegła do swojej komnaty. Udało jej się dostać lodową różę! Wciąż nie mogła zapomnieć tych zazdrosnych spojrzeń mijanych kobiet, gdy wracała z kwiatem do domu. Lubiła oglądać taniec Aisiri przy fontannie, w pałacu nigdy nie widziała inri, a białowłosa była taka niezwykła. Linli chciała podejść do dziewczyny i się zapoznać, ale zawsze brakowało jej odwagi. Nigdy nie miała przyjaciół i nie wiedziała jak ich zdobyć. Była pomyłką rodziców, dlatego trzymali ją w odosobnieniu. Jako jedyna w rodzinie nie umiała posługiwać się saria, przez co przynosiła wstyd rodzinie. Jej bracia zaczynali tego dnia rok szkolny w Akademii Naso, obaj świetnie władali sarią ognia, a ona pozostała sama w tym pałacu. Rodzice się jej wstydzili, a starsza siostra, również władająca sarią ognia, gardziła nią. Rzadko z kimkolwiek rozmawiała a pałacowa służba omijała ją z daleka. Jej starszy brat Res powiedział że rodzice planują kupić jej na urodziny parę niewolników którzy będą mieli obowiązek przesiadywać z nią w wierzy, mimo wszystko ostatecznie była ich córką którą planowali w przyszłości wydać za mąż aby zwiększyć swoje powiązania polityczne. Jej drugi brat, Miren, śmiał się że rodzice stwierdzili że zbyt długie przebywania w samotności może wywołać u niej szaleństwo. Bardzo za nimi tęskniła. Res wyjechał do akademii trzy lata temu i wracał do zamku tylko na święta i ważne wydarzenia, a Miren pomimo że wyjechał dopiero dwa dni temu i tego dnia miał uroczyste rozpoczęcie, przygotowywał się do tego od wielu miesięcy i nie miał dla niej zbyt wiele czasu. Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich jej starsza siostra Wiwi.
-Przyszłam ci tylko powiedzieć, że odwiedza nas delegacja z królestwa Ziemi i rodzice prosili...
Na widok nadziei w fiołkowych oczach Linli, księżniczka Wiwi skrzywiła się.
-...żebyś nie wychodziła i nie przeszkadzała.
Następnie starsza księżniczka z uśmiechem satysfakcji zatrzasnęła drzwi. Linli westchnęła smutno. Od lat rodzice kazali jej siedzieć samej w pokoju na wieży. Jej komnata nie była mała, miała tu wielkie łoże, wiele szaf z pięknymi ubraniami, skrzynek z biżuterią i toaletkę z wielkim lustrem. Jednak czuła się tu samotnie. Dlatego każdego wieczora udawała się do miasta. Dziewczyna była pewna, że rodzice przymykali oko na jej wyprawy do miasta, ponieważ mieli nadzieję, że kiedyś nie wróci. Z rezygnacją uwolniła swoje złote włosy z warkocza i zawiesiła czerwoną pelerynę na drzwiach szafy, a następnie usiadła przy oknie. Delikatnie muskając lodową różę wpatrywała się w miasto poniżej.
-Może jutro uda mi się zdobyć przyjaciółkę?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz