Aisira patrzyła na krwawiącego przed nią nais nie wiedząc co zrobić. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że powinna stąd jak najszybciej uciekać, ale serce mówiło, że nie może zostawić rannego proszącego ją o pomoc. Przeklnęła los, który dał jej moc uzdrawiania. Jedna osoba na sto rodziła się oprócz ze swoją sarią, z mocą uzdrawiania i Aisira była jednym z tych nieszczęśników. Uzdrowiciel nie był w stanie nikogo skrzywdzić, bo sam odczuwał wtedy ból. Aisira poświęciła wiele lat, aby ranienie innych nie sprawiało jej bólu, jednak odmówienie pomocy wciąż sprawiało jej trudność. Przeklinając pod nosem uklękła przy nais i obejrzała jego rany. Najwięcej ran było zadanych od miecza bądź innej ostrej broni, ale były też wyglądające na zadane rozgrzanym metalem. Były też liczne poparzenia i blizny. Dziewczyna była zaskoczona, że po otrzymaniu tylu ran wciąż żyje.
- Nie ruszaj się.
Na jej dłoniach pojawiły się świecące znaki, a kiedy dotknęła nais pojawiły się one również na całym jego ciele. Ranny jęknął, ale posłusznie nie poruszył się. Leczenie nie należało do najprzyjemniejszych, a im większy był obszar do uleczenia tym bardziej było ono bolesne. Aisira nie była pewna ile czasu zajęło jej leczenie, ale gdy skończyła, księżyc błyszczał już wysoko na niebie. Spojrzała na swojego pacjenta. Oczy miał mocno zaciśnięte, szybko oddychał, a na jego czole pojawiły się krople potu. Była to naturalna reakcja na taką ilość bólu.
- Dasz radę dojść do łóżka czy ci…
Nie skończyła mówić, kiedy on się podniósł, ten nagły ruch przestraszył dziewczynę, która pisnęła. Nais nie zwracając na nią uwagi, wspomagając się skrzydłami dotarł do łóżka i ciężko na nie upadł. Kiedy przez dłuższą chwilę nie zrobił nic więcej Aisira powoli wstała z ziemi i podeszła do swojego nieoczekiwanego gościa. Ostrożnie wyciągnęła z pod niego pościel, co nie było wcale łatwe i przykryła go. Następnie położyła na stoliczku koło łóżka dwa pozostałe jej chleby i podeszła do części pomieszczenia służącego za kuchnię. Na ognistym kamieniu położyła garnek i napełniła go lodem. Gotowanie w ten sposób zajmowało trochę czasu, ale przynajmniej miała pewność, że woda, która powstanie z lodu będzie czysta i bez chorób. Wysłała odrobinę sari do kamienia ognistego, który natychmiast się rozgrzał. Upewniwszy się, że kamień jest dobrze zabezpieczony i nic od niego się nie zapali, skierowała się w stronę drzwi.
- Wrócę za chwilę, ty w tym czasie możesz posilić się chlebem.
Nais nie zareagował, nawet na nią nie spojrzał. Widząc go tak bezsilnego, coraz mniej się bała. Wzruszyła ramionami i wyszła. Polowanie nie zajęło długo. Miała tego dnia szczęście i szybko złapała w lesie trzy zające. Po drodze wzięła jeszcze parę warzyw z małego ogródka za chatką. Z wprawą oskórowała i wypatroszyła zwierzęta, a następnie weszła do chatki. Woda w garnku zaczęła się właśnie gotować, więc dorzuciła do niej warzywa i dwa zające, trzeciego zamroziła i schowała. Zadowolona z siebie odwróciła się w stronę łóżka i natychmiast się skrzywiła. Pacjent wykonał jej polecenie, jednak zjadł oba chleby nic jej nie zostawiając.
- Widzę, że musiałeś być naprawdę głodny.
Nie odpowiedział ale przynajmniej otworzył oczy i spojrzał na nią.
- Jestem Aisira. A ty?
- Jestem Aisira. A ty?
Cisza przeciągała się w nieskończoność i nie sądziła, że odpowie.
- Arach.
Nagła odpowiedź wywołała uśmiech na jej twarzy. Czyli nais też posiadają imiona. Nie wiedziała za dużo o tych istotach, lecz ten nais pomimo strasznego wyglądu nie wydawał się chcieć jej skrzywdzić. Wykorzystała okazję, aby dokładnie mu się przyjrzeć. Miał długie, sięgające za barki nastroszone czarne włosy. Jego uszy były trochę podobne do ludzkich, ale bardzo szpiczaste. Miał jedno oko złote, a drugie czerwone, a źrenice zamiast okrągłych były w kształcie pionowej kreski. Na prawym policzku miał wyryte dwie linie, jedna pod drugą. Niższa linia była trochę krótsza od wyższej i widać było, że zostały zrobione specjalnie i starannie, na pewno nie otrzymał ich w walce. Skrzydła, przypominające kształtem nietoperze przyciskały pościel blisko jego ciała. Wyglądał trochę jakby mu było zimno. Po chwili zrozumiała dlaczego i przeklnęła się za głupotę. W chatce nie było palone od ponad roku, a zbliżała się zima i noce były coraz zimniejsze. Rany musiały go bardzo osłabić, a po leczeniu był bardzo wrażliwy na bodźce zewnętrzne. Jej osobiście nigdy nie było zimno, było to spowodowane zapewne przez sarie, którą władała lecz i za to była cena. Mogła spokojnie w zimie biegać boso po śniegu w cienkich ubraniach, ale za to w gorące dni czasami nie miała siły nawet wstać z łóżka. Było to trochę dziwne, ale już się przyzwyczaiła, a las w którym znajdowała się chatka choć trochę chronił ją w lecie przed gorącym słońcem. Szybko wyszła na zewnątrz i skierowała się na tył domu. Poprzedni właściciel zostawił tam ładny stosik porąbanego drewna, zanim umarł. Dziewczyna zabrała trochę drewna i wróciła do środka. Czuła na placach wzrok Aracha, co ją trochę stresowało, w końcu on był potworem, a ona nie miała na sobie zbroi tylko cienki, skąpy strój. Po ułożeniu drewna w kominku wzięła do ręki odłamek ognistego kamienia i napełniając go sarią rzuciła pomiędzy drewno. Po kilku minutach ogień zapłonął, a Aisira szybko się odsunęła, nie przepadała za płomieniami.
- Za chwilę powinno zrobić się cieplej, a teraz….
Nalała bulionu z garnka do kubka i położyła przy łóżku, cały czas starając się nie patrzeć na pacjenta.
- …wypij to, powinno cię szybko rozgrzać. Zaraz dam ci jeszcze zająca, ale po leczeniu nie powinieneś za dużo jeść, a więcej pić.
Znowu nie odpowiedział, ale szybko wypił napój i podał jej kubek. Zauważyła, że szpony zniknęły, ale to nie powstrzymało wzdrygnięcia, gdy przypadkiem dotknęła jego palców jak odbierała kubek. Kolejny raz stwierdziła, że musiał być bardzo głodny. Oprócz zjedzenia zająca wypił prawie cały garnek bulionu, oddała mu nawet połowę swojego zająca. Dopiero po najedzeniu się widocznie się odprężył i zasnął. Aisira dopiero teraz mogła się odprężyć i przemyśleć całą sytuację. Pomimo początkowego zaskoczenia nais widocznie wiedział, że jest uzdrowicielką i że mu pomoże, ale skąd? Według tego co przed śmiercią opowiadała jej matka, wiele wieków temu okropne i obrzydliwe stwory zwane nais żyły pomiędzy ludźmi i inri. Istoty te atakowały zawsze po zachodzie słońca, dlatego wieczorami mieszkańcy miast i wiosek zamykali się w domach a zaproszenia na spotkania po zmroku traktowali z podejrzliwością, ponieważ gdy nais pożerał swoją ofiarę przejmował jej wygląd i wspomnienia, dzięki czemu mógł zwabiać kolejne ofiary. Aisira jeszcze raz spojrzała na swojego pacjenta. Czy to co widzi to jego prawdziwa postać czy skradziony wygląd? I czy imię Arach jest jego, czy jego ostatniej ofiary? Poczuła nagłą potrzebę ucieczki. Jeśli to wszystko prawda właśnie uleczyła swojego przyszłego zabójce. Szybko pobiegła w stronę drzwi chcąc jak najszybciej wydostać się z chatki, ale potknęła się uderzyła w drzwi. Masując obolałą głowę i ze złością spojrzała na to co przeszkodziło jej w ucieczce. To był ogon Aracha. Głupia w ucieczce przebiegła koło łóżka nie zauważając że spod pościeli na ziemi wystaje ogon jej pacjenta. Odruchowo złapała się za stopę dopiero po chwili uświadamiając sobie że na ogonie nie ma już kolców. Nais się nie obudził, skrzywił się tylko i zaczął niespokojnie przewracać się z boku na bok. Widocznie przez nią jego sen zmienił się w koszmar. Odetchnęła z ulgą i wstała naciskając klamkę…i nic. Drzwi ani drgnęły. Po chwili siłowania się z nimi z rezygnacją stwierdziła że jest uwięziona we własnym domu. Jedyną drogą ucieczki było jeszcze okno lecz żeby się do niego dostać musiałaby przejść po leżącym na łóżku nais a nie miała zamiaru aż tak ryzykować. Usiadła na ziemi opierając się plecami o drzwi. Pacjent był coraz bardziej niespokojny więc zarzucił cicho jedną z kołysanek które znała.
- Lala lila lala lila
Księżyc dziecię swe otula
Zaśnij dziecię, księżyca blask
Ucieszy przeszłości głosów wrzask
Lala lila lala lila
Księżyc dziecię swe otula
Zamknij dziecię swe oczęta
Niech uśpi cię piosenka ta
Lala lila lala lila
Księżyc dziecię swe otula
Niech przyśnią ci się piękne sny
Niech odegnają obraz tej wojny
Lala lila lala lila
Księżyc dziecię swe otula.
Księżyc dziecię swe otula
Zaśnij dziecię, księżyca blask
Ucieszy przeszłości głosów wrzask
Lala lila lala lila
Księżyc dziecię swe otula
Zamknij dziecię swe oczęta
Niech uśpi cię piosenka ta
Lala lila lala lila
Księżyc dziecię swe otula
Niech przyśnią ci się piękne sny
Niech odegnają obraz tej wojny
Lala lila lala lila
Księżyc dziecię swe otula.
Arach uspokoił się i znów słyszała jego spokojny oddech.
Aisira zmęczona powoli usypiała. Przed snem wyszeptała jeszcze do siebie.
Aisira zmęczona powoli usypiała. Przed snem wyszeptała jeszcze do siebie.
- Świetnie, jutro umrę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz