Słońce leniwie wznosiło się ku górze oświetlając pole bitwy. Niegdyś piękny, biały śnieg teraz skrzył się szkarłatem. Mroźny wiatr niósł ze sobą zgrzyt uderzanych o siebie mieczy i krzyki nieszczęśników, których ciała były właśnie rozrywane przez potężne pazury bądź ostre kły. Powietrze aż iskrzyło się od uwalnianej z placu bitwy sarii. Kerija podnosiła właśnie miecz, aby zadać kolejny cios, a jej złota zbroja lśniła w słońcu. Wciąż była atakowana przez nowe bestie, potwory, które zagrażały pokojowi na Tesaros. Wzmocniła swoją sarie i otoczyła miecz płomieniami, a następnie zadała cios. Potwór przed nią padł z wrzaskiem na ziemię. Kerija spojrzała na wzniesienie i wykrzywiła usta ze złości. Stał tam ten lisi bękart w białej zbroi ze swoim potwornym kundlem. Jego demoniczna armia walczyła, a on- białowłosy przywódca nie ruszył nawet palcem. Nagle dostrzegła, jak jeden z jej wojowników zbliża się z podniesionym mieczem do lisiej kreatury. Z uśmiechem odwróciła się i w ostatniej chwili uniknęła uderzenia miecza. Widząc kto jest jej przeciwnikiem przeklnęła. Nie pamiętała kim on był, ale wiedziała że jest bardzo niebezpieczny.
-Już chcesz się ze mną mierzyć demonie?
Przeciwnik zamiast odpowiedzieć zasyczał przenikliwie, rozłożył złowieszczo skrzydła i.....
Głośne bicie dzwonów wyrwało Kerije ze snu. Głośne dzwony Akademii Naso mogły obudzić umarłego, więc nie miały problemu z pobudką uczniów. Kerija ze złością nakryła głowę poduszką, nienawidziła porannych pobudek. Pochodziła z bogatej rodziny i w domu pozwalano jej się wysypiać do południa. Gdy dzwony zabiły ponownie, z ociąganiem podniosła się z łóżka. To był jej pierwszy dzień w Akademii i cieszyła się z tego, jednak pobudka o wschodzie słońca nie przypadła jej do gustu. Spojrzała na zawieszony na drzwiach mundurek. W Akademii obowiązywały dwa mundurki, jeden na co dzień, a drugi do ćwiczeń w posługiwaniu się sarią. Na uroczyste rozpoczęcie roku musiała ubrać codzienny mundurek, składał się on z czerwonej sukienki do kolana i białego bolerka z wyszytym herbem szkoły. Mundurki pasowały kolorem do herbu szkoły, który składał się z wielkiego czerwonego ptaka z rozpostartymi skrzydłami, trzymającego w szponach koronę. W krainie Tesaros było pięć takich akademii, po jednej w każdym królestwie i wszystkie mały takie same herby, które różniły się barwą ptaków. Kolor ptaka odpowiadał żywiołowi, którym posługiwała się rodzina królewska. Kerija kolejny raz się skrzywiła.
-Te mundurki są strasznie nudne.
Z tęsknotą pomyślała o swoich kolorowych sukienkach ,które musiała zostawić w domu i z niechęcią założyła mundurek. Sięgnęła po wstążkę i szybko przewiązała swoje niesforne, ognistorude włosy. Dzwon rozbrzmiał po raz trzeci przypominając uczniom, że mają natychmiast udać się na aule. Kerija szybko wybiegła z pokoju nie mając zamiaru spóźnić się już pierwszego dnia. Jednak przy skręceniu w boczny korytarz uderzyła w coś i upadła. Spojrzała na co wpadła i na jej twarzy zamiast złości pojawił się zachwyt. Przed nią stał jedyny powód, dzięki któremu pójście do tej szkoły nie było takim złym pomysłem, książę Miren. Uwielbiała go odkąd rok temu pierwszy raz zobaczyła go w pałacu. Tak jak ona miał 17 lat, brązowe do ramion włosy i ciemno brązowe oczy, a z jego ust rzadko znikał uśmiech. Patrzył na nią zaskoczony i powoli wyciągnął w jej stronę rękę.
-Wszystko w porządku?
Kerija nie zareagowała, tylko dalej się w niego wpatrywała. Dopiero, gdy książę odchrząknął zorientowała się, jak głupio to musi wyglądać, książę stał z wyciągniętą ręką, a ona jak skończona idiotka siedząc na ziemi tylko się w niego wpatrywała. Szybko złapała jego dłoń i wstała zakłopotana.
-Tak, bardzo przepraszam. Nie chciałam się spóźnić pierwszego dnia.
Jej słowa uświadomiły im, że dzwony przestały już bić. Oboje nic już nie mówiąc rzucili się biegiem w stronę auli. Gdy wbiegli na salę, profesorów na szczęście jeszcze nie było. Szybko zajęli jedyne wolne miejsca w pierwszych rzędach, Kerija po prawej stronie wśród dziewczyn, a Miren po lewej, wśród chłopców. Kerija nie zdążyła usiąść na swoim miejscu, gdy drzwi się otworzyły i do auli weszli profesorowie, a wszyscy uczniowie automatycznie wstali. Dziewczynie aż zaparło dech, ich wielką sarie można było wręcz wyczuć. Czterdziestu profesorów zajęło swoje miejsca w rzędzie naprzeciwko uczniów, a dyrektor wyszedł na podwyższenie. Był to stary mężczyzna, około osiemdziesięcioletni, miał krótko ścięte siwe włosy, a jego oczy pomimo uśmiechu na twarzy pozostawały poważne.
Jej słowa uświadomiły im, że dzwony przestały już bić. Oboje nic już nie mówiąc rzucili się biegiem w stronę auli. Gdy wbiegli na salę, profesorów na szczęście jeszcze nie było. Szybko zajęli jedyne wolne miejsca w pierwszych rzędach, Kerija po prawej stronie wśród dziewczyn, a Miren po lewej, wśród chłopców. Kerija nie zdążyła usiąść na swoim miejscu, gdy drzwi się otworzyły i do auli weszli profesorowie, a wszyscy uczniowie automatycznie wstali. Dziewczynie aż zaparło dech, ich wielką sarie można było wręcz wyczuć. Czterdziestu profesorów zajęło swoje miejsca w rzędzie naprzeciwko uczniów, a dyrektor wyszedł na podwyższenie. Był to stary mężczyzna, około osiemdziesięcioletni, miał krótko ścięte siwe włosy, a jego oczy pomimo uśmiechu na twarzy pozostawały poważne.
-Witam drogich uczniów w Akademii Naso. Jak zapewne już wiecie, przybyliście tu, aby szkolić się w posługiwaniu sari, jednak nauczycie się również dyscypliny i walki, a także poznacie historię naszej wspaniałej krainy. W akademii każdy nowy uczeń jest sobie równy, nie ważne czy urodziłeś się żebrakiem czy księciem, tutaj na swoją pozycję musisz sobie zapracować. Czy to jasne?
Kerija nie sądziła, że ktokolwiek odważy się odpowiedzieć jednak rozległo się parę głosów.
-Oczywiście dyrektorze, tutaj nie więzi krwi dają ci władzę, a siła.
Dziewczyna jak większość osób na Sali spojrzała skąd dochodził głos. W specjalnej loży ponad uczniami siedziała trójka uczniów przyglądających się z ciekawością nowym uczniom. Tym, który wypowiedział te słowa i teraz uśmiechał się kpiąco był nie kto inny jak książę Res, starszy brat księcia Mirena. W przeciwieństwie do swojego młodszego brata miał on odziedziczone po ojcu blond włosy i niebieskie oczy. Po prawej stronie księcia stał powód dla którego Kerija nie chciała iść do akademii, jej były chłopak Mateon. Krótkowłosy szatyn uśmiechał się z wyższością i patrzył prosto na nią. Dziewczyna szybko przeniosła spojrzenie na chłopaka po lewej stronie księcia i aż szerzej otworzyła oczy.
-Inri? Niemożliwe!
Nie tylko ona nie mogła w to uwierzyć, w całej sali słychać było szepty zaskoczonych uczniów. Chłopak stojący obok księcia miał uszy takie jak mają inri i patrzył na nowych uczniów zimnym spojrzeniem przepełnionym pogardą. Dziewczyna stojąca obok Keriji skrzywiła się.
-Jak to możliwe, że jest tutaj inri? To nie możliwe! Oni są za słabi, nie mają prawa tu być!
Głos dziewczyny ociekał wręcz obrzydzeniem. Widać było, że chciała coś jeszcze powiedzieć, ale głos dyrektora uciszył wszystkie szepty.
-Cieszę się Res za twoje zaangażowanie w ceremonię...
Wszyscy zesztywnieli zaskoczeni, że dyrektor odważył się nazwać księcia po imieniu, bez jego tytułu.
-....ale teraz kontynuując. Każdy z was kolejno podejdzie do Kamienia Miary i użyje swojej sarii. Kamień określi na jakim poziomie jest wasza saria i na tej podstawie zostaniecie przydzieleni do klas. Pomiar będzie odbywał się co miesiąc, aby sprawdzić wasze postępy.
Pierwszy do kamienia podszedł książę Miren. Gdy go dotknął, kamień stanął w płomieniach a po chwili na jego gładkiej powierzchni pojawiła się cyfra cztery. Miren uśmiechnął się i wrócił na miejsce, a w Sali rozległy się brawa. Po nim poszedł następny chłopak. Oprócz Mirena tylko parę osób miało sarie na poziomie czwartym, przeważały poziom drugi i trzeci. Kiedy w końcu nadeszła jej kolej, Kerija z uśmiechem stworzyła wielki płomień i skierowała go na kamień. Na powierzchni Kamienia Miary rozbłysła cyfra cztery. Jednak zamiast rozbrzmieć brawa jak działo się to wcześniej, gdy ktoś miał poziom czwarty, na sali zapadła absolutna cisza. Kerija przestraszona rozejrzała się po sali, wszyscy wpatrywali się w nią byli zaskoczeni. Nagle otoczyły ją płomienie zamykając ją w kręgu, nie należały do niej, bo nie mogła ich kontrolować. Spojrzała na księcia Mirena, ale był zbyt zaskoczony, aby te płomienie należały do niego. Przeniosła spojrzenie na księcia Resa, to on. Wpatrywał się w nią wrogo a jego ton był lodowaty.
-Kim ty jesteś?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz