Przenikającą ciszę przerwał plusk wody. Który to już z kolei? Aisira nie była pewna. Z tego co udało jej się stwierdzić, pluski powtarzały się co dwieście sekund. Nie wiedziała jednak z której strony dochodzą. Siedziała na małej skale, a wokół niej, aż po horyzont była tylko woda. Księżyc, będący w pełni, oswietlał swoim srebrnym blaskiem powierzchnie wody, ukazując tym samym ledwie dostrzegalne cienie pływających pod powierzchnią dziwnych, rybopodobnych istot. Ten spokój zaczynał ją denerwować. Nie mogła znieść tej ciszy.
-Piękny Księżycu, mój srebrny panie,
Daje ci w darze moje oddanie.
Czy to na wojnie, czy gdy jest pokój,
Będę przy tobie, obronie twój spokój.
Przy twoim boku, będę wciąż stać,
Według twych zasad od dzisiaj grać.
W srebrnym twym blasku, skompane me włosy,
Za tę ich barwę wielbię niebiosy.
A oczy moje w gwiezdnym kolorze,
Będą patrzeć na ciebie i na łez twych zorze.
Więc Srebrny Panie, spełnij me życzenie,
I swą poddaną przygarnij do siebie.
Daje ci w darze moje oddanie.
Czy to na wojnie, czy gdy jest pokój,
Będę przy tobie, obronie twój spokój.
Przy twoim boku, będę wciąż stać,
Według twych zasad od dzisiaj grać.
W srebrnym twym blasku, skompane me włosy,
Za tę ich barwę wielbię niebiosy.
A oczy moje w gwiezdnym kolorze,
Będą patrzeć na ciebie i na łez twych zorze.
Więc Srebrny Panie, spełnij me życzenie,
I swą poddaną przygarnij do siebie.
Aisira uśmiechnęła się słysząc swój głos który chociaż na chwilę przerwał wszechobecną ciszę. Zamknęła oczy, wiedziała że to sen lecz nie była w stanie się obudzić. W każdym swoim śnie była na jakiejś wojnie lub w jakimś dziwnym pałacu, ale teraz była sama. Wiedziała że gdyby zeszła z kamienia do wody spotkałaby te istoty które tam pływają. I to ją przerażało. Wiedziała że otacza ją morze, mistyczna wielka słona woda która podobno była ukryta za lodowcem, mało kto wierzył w jej istnieni. Kraina Tesaros z prawie wszystkich stron otoczona była olbrzymimi górami niemożliwymi do przebycia. Tylko w jednym miejscu, na północy, nie było gór. Tam właśnie znajdował się wielki lodowiec. Krażyły o nim liczne legendy. Że zamknięci są w nim nais, że jest on bramą do krainy bogów, że ukryte jest za nim morze, a także że lodowiec tak naprawdę jest trzynastym bogiem który zapadł w sen, a pozostali bogowie aby nikt nie zakłócił jego snu okryli go lodem.
-Przyjmuje twoją przysięgę.
Aisira zaskoczona otworzyła oczy. Parę metrów przed nią stał…nais? Mężczyzna nie miał zwierzęcych uszu ale była pewna że nie był człowiekiem. Jego uszy były dłuższe od ludzkich, a na głowie miał coś przypominające rogi. Jego oczy mieniły się na przemian złotem i granatem, a długie, proste, ciemne włosy powiewały w powietrzu pomimo że nie było żadnego wiatru.
-Jesteś nais?
Czarnowłosy lekko się uśmiechnął i pokręcił przecząco głową.
-Jestem czymś lepszym.
Nieznajomy zrobił parę kroków w jej stronę. Nie była pewna czy idzie po wodzie czy po prostu unosi się nad nią.
-Kim jesteś?
Nie odpowiedział od razu. Zamiast tego przechylił głowę jakby dogłębnie zastanawiał się nad odpowiedzią.
-Jestem niebem. Księżycem i gwiazdami. Jestem wojną, jestem śmiercią. Jestem aniołem, jestem demonem. Jestem wrogiem, jestem przyjacielem….
-Jesteś Bogiem?
Spojrzał na nią zaskoczony po czym usmiechną się leniwie.
-Nie, Bóg jest tylko jeden pomimo że ludzie sądzą inaczej. Jestem ostatnim który pozostał z pierwszych.
-Nie rozumiem tego co mówisz.
Nieznajomy westchnął jakby lekko zirytowany.
-No tak, zapomniałem jak po tej głupiej wojnie wasze umysły zostały ograniczone.
Aisira spojrzała na niego zaskoczona, co prawda znała wiele piosenek mówiących o wojnie ale w erze świtu nie było żadnej wojny, a trwała ona od tysiąca lat.
-O jakiej wojnie mówisz?
-Wojna wywołana przez głupców z powodu głupiej kobiety może być nazwana tylko głupią, prawda?
Dziewczyna odruchowo przytakneła po czym sobie uświadomiła co robi.
- Ale nie o to mi chodziło…
Mężczyzna machnął ręką i podszedł stając zaledwie dwa kroki przed nią.
-To nie jest ważne. Jestem Cerion, a ty kim jesteś?
-Aisira…
Cerion jednym szybkim ruchem, zanim zdążyła się zorientować, wbił sobie ostre pazury w prawą dłoń tworząc cztery krwawiące rany, złapał ją za rękę, przejechał pazurami po wewnętrznej stronie stronie jej dłoni tworząc krwawiąca szrame i splótł jej dłoń ze swoją sprawiając że ich krew się wymieszała.
-Co ty…
Słowa uwięzły jej w gardle gdy Cerion podniósł ich dłonie i zlizał wypływającą spomiędzy nich krew.
-Twoja przysięga została przypieczentowana.
Aisira przestraszona wyrwała rękę i cofnęła się prawie spadając ze skały.
-Jaka przysięga?
Cerion wyszczerzył zęby w uśmiechu, ale nie był to miły uśmiech.
-Złożyłaś przysięgę ksieżycowi, a jak już wspomniałem, ja jestem księżycem. Więc należysz do mnie.
Dziewczyna szybko pokręciła głową.
-Nie, nieprawda. To tylko piosenka. Nic więcej.
Mężczyzna zaśmiał się szyderczo.
-Słowo raz wypowiedziane nie może być cofnięte. Spójrz na swoją dłoń na niej masz dowód.
Białowłosa szybko spojrzała na wnętrze dłoni. Rana już zdążyła się zagoić, lecz w miejscu pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym pojawiła się blizna przypominająca pół księżyc płatek śniegu. Niemożliwe aby coś takiego powstało naturalnie.
-Nie chcę tego! Zabierz to!
Cerion znowu się zaśmiał.
-Będziesz tego chciała, uwierz mi. To co masz na ręce ochroni cię przed najgorszym potworem jaki chodzi po ziemi.
Jego głos był drwiący. Aisira pragnęła uciec jak najdalej stąd ale nie była w stanie zamrozić wody. Jakby jej saria tu nie działam. Zadała więc pytanie nie pewna czy chce znać na nie odpowiedź.
-Kto jest tym potworem?
Cerion nachylił się i wyszeptał wprost do jej ucha.
-Ja.
W tym momencie z wody wynurzyło się wiele par rąk które chwyciły Aisire i wciągnęły do morza. Ostatnie co słyszała to szyderczy śmiech mężczyzny….
Aisira obudziła się z krzykiem. Ciężko dysząc uświadomiła sobie że jednak nie tonie. Śmiejąc się sama z siebie przyciągnęła się leniwie na łóżku.
-Wszystko w porządku?
Przestraszona drgnęła na dźwięk obcego głosu w jej domu i szybko odsunęła się pod ścianę. Zbyt szybko. Jej głową zderzyła się ze ścianą, a ból tym spowodowany szybko zmienił jej strach w złość. Spojrzała na intruza i dopiero po chwili uświadomiła sobie kim był. To był Arach. Stał przy łóżku patrząc na nią z mieszaniną zdziwienia i troski w oczach. Przypomniała sobie co działo się w nocy, jak nie mogła wydostać się z chatki i jak zasnęła pod drzwiami. Zmarszczyła brwi zastanawiając się w jaki sposób znalazła się na łóżku.
-Wszystko w porządku?
Arach powtórzył swoje pytanie i dziewczyna z zaskoczeniem stwierdziła że mówi w języku powszechnym, ale jego wymowa była bardzo dziwna. Brzmiała jakby nais oprócz wymawianych słów lekko powarkiwał. Dobrze znała obce języki, a strach jaki ją ogarnął gdy znalazła w domu intruza sprawił że nie zwróciła uwagi że w nocy poprosił ją o pomoc w języku powszechnym..
-Tak, w porządku. Znasz tylko ten język?
Nais uśmiechnął się i widocznie mu ulżyło że go rozumie.
-Nie. Znam jeszcze kilka ale nie ten którym mówiłaś.
Dziewczyna była zaskoczona. Co prawda w nocy się prawie nie odzywał ale była pewna że ją rozumie. Nagle przeszły ją dreszcz. Rozmawiała z nais! Może wyglądał teraz podobnie jak inri ale pamiętała jak wyglądał gdy się tu pojawił. Przecież był potworem!
-Boisz się.
Dziewczyna się wzdrygnęła.
-Nie, ja po prostu...
Aisira spojrzała na drzwi od razu sobie przypominając że w nocy nie chciały się otworzyć. Za nią było okno ale nie była pewna czy i ono z niewiadomych powodów nie da się otworzyć. W ten sposób nie uciekłaby, a tylko rozłościłaby nais.
-Już rozumiem. Boisz się kogoś kto może tu przyjść, prawda? W nocy też zasnęłaś pilnując ich. Nie musiałaś. Zabezpieczyłem dom resztką sarii którą miałem, aby nikt nie mógł się tu dostać.
Dziewczyna patrzyła na Aracha rozszerzonymi z zaskoczenia oczami. Co miała odpowiedzieć? Nie, to ciebie się boję? Albo, nie pilnowałam drzwi tylko po prostu przeszkodziłeś mi w ucieczce? Nie była na tyle głupa żeby coś takiego zrobić. Zadała więc jedyne pytanie które w tej sytuacji wydawało się odpowiednie.
-Jak znalazłam się w łóżku?
Nais wydawał się lekko zawstydzony. Jego zachowanie sprawiało że coraz mniej się bała.
-Wybacz. Gdy tylko się obudziłem I zobaczyłem że śpisz pod drzwi od razu przeniosłem cię na łóżko. Wiem że to zniewaga pozwolić kobiecie spać na ziemi podczas gdy samemu śpi się na łóżku. Jednak byłem wczoraj tak osłabiony że nie byłem w stanie się już podnieść. Wybaczysz mi?
Aisira nie była pewna co myśleć. Z każdym kolejnym słowem Arach coraz mniej przypominał jej wyobrażenie o nais. A może po prostu tak zwodził ofiary?
-Nie mam ci czego wybaczać. Chcąc, nie chcąc jesteś teraz pod moją opieką więc to oczywiste że nie możesz spać na ziemi.... Właściwie dlaczego się tu znalazłeś?
Dziewczyna przyglądała się chwilę jak chłopak zastanawia się i dopiero do niej dotarło że wygląda inaczej niż poprzedniego wieczoru. Jego uszy nie przypominały już ludzkich ale wilcze, gadzi ogon zniknął, a końce jego włosów zrobiły się lekko brązowe.
- Czemu twój wygląd się zmienił?
Mówiąc to pociągnęła się za ucho aby pokazać o co dokładnie jej chodzi. Arach zmarszczył brwi jakby nie rozumiejąc czemu pyta o coś takiego.
-Tak się łatwiej poluje. A wracając do twojego poprzedniego pytania, wyczułem twoją sarię, jest bardzo podobna do sari kogoś kogo znałem. Potrzebowałem uzdrowiciela a pamiętałem że on nim był. Postanowiłem zaryzykować. I w ten sposób myśląc że przenoszę się do niego, przeniosłem się do tego domku.
Aisira przyglądała mu się w milczeniu. Czyli to prawda że nais mogą kontrolować wygląd ale co miał na myśli “przeniosłem się”? Może po prostu źle zrozumiała i tak naprawdę powiedział “przyszedłem”? I czy powinna mu zaufać? Gdyby chciał ją skrzywdzić już by to zrobił, prawda. Jej rozmyślania przerwał cudowny zapach który zaczął się roznosić po chatce. Spojrzała w kąt który służył za kuchnię i rozszerzyła oczy z zaskoczenia. Na metalowej płycie, na kamieniu ognistym smażyły się dwa lediry. Były to chyba jedne z najtrudniejszych do złapania zwierząt w Tesaros. Lediry były wielkości królików i bardzo podobnie do nich wyglądały, jednak na kłowie miały lekko zakręcone rogi, ich łapy były zakończone ostrymi pazurami, a zamiast sierści miały wężopodobną skórę. Były bardzo szybkie, łatwo zlewały się z otoczeniem a ich skóra była bardzo śliska co pozwalało na łatwe wydostanie się z pułapek i rąk ludzi. Nie należały do najpiękniej wyglądających zwierząt jednak ich mięso po usmażeniu było przepyszne. Arach zauważył z jaką intensywnością dziewczyna wpatruje się w mięso i lekko się uśmiechnął.
-Zjadłem rano zająca którego upolowałaś. Wybacz ale byłem tak głodny że nie mogłem się powstrzymać, a nie chciałem cię budzić. Aby to odpokutować upolowałem Lediry na obiad. Czy to w porządku?
Dziewczyna nie odrywając wzroku od mięsa lekko kiwnęła głową. jadła Ledira tylko raz w życiu ale wciąż pamiętała ten cudowny smak.
-Jak ci się udało złapać dwa Lediry?
Sama często próbowała je upolować ale bez skutku. Nais ku jej zaskoczeniu wyglądał na lekko zmartwionego.
-Zwyczajnie je wytropiłem, to nic trudnego. Czy te dwa to za mało? Mogę upolować więcej. Mogę upolować co tylko chcesz, tylko powiedz.
Szybko się podniósł, przeniósł usmażone mięso na talerze i podał jej jeden. Dziewczyna wgryzła się w pyszne mięso i westchnęła z zachwytu. Rozkoszując się smakiem zastanawiała się nad dziwną reakcją chłopaka. Spojrzała kątem oka w jego stronę. Skończył jeść już swoją porcję, nie wiedziała jakim cudem on tak szybko jadł, oparł swoją głowę na dłoniach i wpatrywał się w nią w milczeniu. Z trudem przełknęła kęs pod jego czujnym wzrokiem.
-O co chodzi?
Arach odłożył talerz na bok i lekko się skłonił się lekko.
-Z powodu pewnych okoliczności na daną chwilę nie mam się gdzie podziać. A więc szlachetna uzdrowicielko, czy pozwolisz mi zostać u siebie? Przyrzekam że w zamian podołam każdemu zadaniu jakie mi zlecisz.
Aisira patrzyła na nieg nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. W pożądku, wyleczyła go, ale tylko dlatego że tak podpowiadał jej instynkt którego nie mogła zwalczyć. Ale ma pozwolić mu zostać tu dłużej? Wciąż nie była pewna co do jego zamiarów. Czy jeśli się nie zgodzi to ją zabije i zagarnie chatkę dla siebie? Pomimo że nadal powinien być osłabiony, chociaż szybkość w jakiej wracały mu siły była zaskakująca, była pewna że nie dałaby rady go pokonać. Powoli wracając do jedzenia obserwowała go. Nie poruszył się ani o milimetr. Gdy skończyła jeść dalej stał przed nią ze spuszczoną głową. Wzięła głęboki oddech i modląc się w duchu żeby nie musiała tego żałować, odpowiedziała.
- O ile mnie nie skrzywdzisz, możesz tu zostać.
Nais momentalnie podniósł głowę, a na jego twarzy malowała się ulga. Podszedł do dziewczyny, wziął jej dłoń i składając na niej delikatny pocałunek wyszeptał.
-Dziękuję.
Aisira mając w głowie jeszcze obrazy ze snu odruchowo cofnęła się kolejny raz tego dnia uderzając się w głowę, tym razem o ścianę. Arach zaśmiał się lekko ale minę miał skruszoną.
-Wybacz. Musiałem cię zaskoczyć. To był odruch. Może i wyglądam teraz jak żebrak ale mogę cię zapewnić że odpowiednio mnie wychowano.
Dziewczyna pokiwała tylko głową że rozumie i podniosła się z łóżka. Odłożyła talerz na stół i skierowała się w stronę szafy. Sądząc po położeniu słońca, którego promienie wdzierały się przez okno, niedługo wybije południe. Stwierdziła że nie opłaca się jej iść tańczyć, biorąc pod uwagę że musiała kupić potrzebne rzeczy na przyjęcie nowego lokatora. Wyjęła z szafy białe, skórzane spodnie i białą lnianą bluzkę przewiązywaną pod biustem gorsetem. Uwielbiała białe ubrania chociaż utrzymanie ich w czystości nie należało do najłatwiejszych zadań. Biorąc ubrania otworzyła drzwi z zamiarem wyjścia jednak w ostatniej chwili się odwróciła. Arach obserwował ja z widocznym zainteresowaniem. Dziewczyna lekko się speszyła.
-Ja...idę się wykąpać....ty w tym czasie możesz....popilnować domu....albo co tam chcesz zrobić....
Nais lekko się uśmiechnął i z dworską elegancją ukłonił się jej.
-Wedle życzenia, pani.
Aisira zamknęła z trzaskiem drzwi. Dziewczyna zastanawiała się czy on właśnie sobie z niej kpił. Ale to chyba niemożliwe, prawda? Skierowała się na ledwie widoczną ścieżkę ciągnącą się pomiędzy drzewami. Od kiedy nikt oprócz niej nie mieszkał w tym lesie nie musiała się obawiać że kogoś spotka. Po paru minutach dotarła do miejsca gdzie leśny strumyk tworzył małe jeziorko. To było jej ulubione miejsce. Wokół jeziorka rosły kwiaty Kompi. Były to niezwykłe kwiaty których płatki, w kolorze błękitu, tworzyły ośmioramienną gwiazdę. Sok wyciśnięty z ich płatków po kontakcie z wodą zmieniała się w pięknie pachnącą pianę która z łatwością usówała bród. Dodatkowo rosły drzewa Fenar. Ich wielkie liście były wielkości człowieka. Świetnie sprawdzały się jako ręcznik bo szybko pochłaniały wodę znajdyjącą się na skórze. Jednak były niebezpieczne podczas suszy ponieważ liście przyklejały się do skóry i wyciągały ze złapanej osoby całą wodę doprowadzając do jej śmierci. Aisira najpierw podeszła i dokładnie obejrzała liście sprawdzając czy nie ma na nich żadnych przebarwień które świadczyłyby o tym że drzewu, pomimo sąsiedztwa strumienia brakuje wody. Liście tworzyły świetną zasłonę jeziorka i odstraszały ludzi którzy byli przekonani że drzewa w każdej chwili mogą ich zaatakować. Dziewczyna zawiesiła przyniesione ubrania na jednej z niżej rosnących gałęzi. Szybko zdjęła swój strój do występów i wyciskając sok z jednego z najbliższych kwiatów zaczęła go szybko prać w strumieniu. Kiedy upewniła się że nie ma na nim ani jednej plamki, rozwiesiła go na innej gałęzi. Szybko zdjęła buty i weszła do jeziorka. Woda oczywiście była lodowata ale jej to nie przeszkadzało. Zmoczyła włosy i uszy i zrywając kolejny kwiat zaczęła wcierać w nie pienistą substancje. Czały czas czujnie nasłuchiwała czy nikt nie nadchodzi. Nałożyła kolejną porcję soku kwiatowego, tym razem na ogon. Szybko zanurkowała pod wodę spłukując z siebie pianę. Gdy się wynurzała usłyszała podejrzany szelest z za zasłony utworzonej z liści drzew Fenar. Utworzyła w powietrzu dwadzieścia igieł z lodu i celując w stronę z której dochodził dźwięk, czekała. Po niecałej minucie jej oczom ukazało się małe stadko Deerów. Było ich około sześciu. Biegały, skakały na siebie zupełnie nie zwracając na nią uwagi. Dziewczyna westchnęła i jednym ruchem sprawiła że igły zniknęły.
-Wszędzie was pełno, co nie zwierzaczki?
Deery przerwały zabawę i przyglądały jej się zainteresowane. Dziewczyna westchnęła i wyszła z jeziorka.
-Muszę się chyba iść zabawić. Najpierw gadam z demonem a teraz ze zwierzakami.
Podeszła do najbliższego drzewa a jego liście od razu zajęły się pokrywającą ją wodą. Nagle zauważyła że za idealne zielonymi liśćmi ukryło się kilka ciemno brązowych. Skrzywiła się. Według opowieści dawno temu liście podczas jesieni zmieniały kolory na złote i czerwony. Teraz przybierały tylko ochydną, zgniłobrązową barwę. Deery widząc że je ignoruje wróciły do zabawy piszcząc głośno. Szybko ubrała spodnie i bluzkę, a następnie z irytacją wpatrywała się w gorset. Nienawidziła go ubiegać ponieważ wiązanie znajdowało się na plecach, a nie tak łatwo jest samej to zawiązać. Przypomniała sobie o Arachu i wzruszyła ramionami. Skoro ma z nim mieszkać to równie dobrze może jej zawiązać gorset. Gorsety były irytujące ale bez nich przy najmniejszych podmuchach wiatru bluzka podnosiła się odsłaniając wszystko co miało się pod spodem. Zarzuciła gorset przez ramię i skierowała się do gałęzi na której powiesiła strój do występów. Z zadowoleniem stwierdziła że dorwały się do niego liście i strój jest już czysty. Powolnym krokiem ruszyła w drogę powrotną, jednak przyśpieszyła gdy powietrze rozdarły krzyki. Przerażona wybiegła na polanę otaczającą jej chatkę i zastygła nie wiedząc czy się śmiać czy przegonić kolejnych intruzów. Przed jej domkiem było o cztery osoby za dużo. Najwidoczniej w mieście pojawiły się nowe szumowiny który postanowił zapolować na dobre miejsce do spania. Jednak przeszkodziła im w tym jedna rzecz, a dokładniej był nią wkurzony nais. Pomimo że jego gadzi ogon się nie pojawił znowu miał swoje szpony, którymi trzymał za szyję jednego z intruzów i pytał, nawet całkiem spokojnym głosem, czego tu chcą. Komizm polegał na tym że pytał ich w języku powszechnym którego te niedouczone półgłówki najwidoczniej nie rozumieli, bo ciagle tylko krzyczeli w języku Ogis “potwór”.
-Oni cię nie rozumieją.
Odezwała się w języku powszechnym aby Arach ją zrozumiał, jednak wszyscy odwrócili się w jej stronę. W oczach obdartych intruzów dostrzegła tylko zaskoczenie i irytację, czyli tak jak sądziła byli nowi w mieście.
-Czego chcesz głupia suko?
Dziewczyna westchnęła zirytowana. Właśnie dlatego przynajmniej raz w miesiącu robiła lekcje swoim kociakom. Pomimo że jakiś czas mieszkała na ulicy, nie znosiła ludzi którzy nie umieli powiedzieć zdania bez obrażania innych. Nagle przyszedł jej do głowy interesujacy pomysł. Wskazała palcem na idiotę który nazwał ją suką i z niewinnym uśmiechem skierowała się do Aracha.
-On właśnie cię obraził.
Nie minęła chwila a tępy mężczyzna uderzył w drzewo przygnieciony intruzem którego nais trzymał w szponach. Pozostałych dwóch szybko odwróciło się i rzuciło do ucieczki, pozostawiając swoich towarzyszy nieprzytomnych pod drzewem. Aisira nie mogąc się powstrzymać roześmiała się. Była ciekawa reakcji swojego gościa ale nie sądziła że rzuci go w drzewo.
-Ktoś tu jest nadwrażliwy.
Arach spojrzał na nią zirytowany i wysyczał przez zęby.
-Nie pozwolę żeby taki śmieć mnie obrażał.
Aisira zastanawiała się chwilę czy nie wybawić mu prawdy ale ostatecznie postanowiła nie ryzykować że i na nią się zdenerwuje. Przyłożyła do tali gorset i odwróciła się plecami do chłopaka.
-Pomógłbyś mi?
Arach patrzył się na nią zaskoczony i nie poruszył się nawet o milimetr.
-No dalej. Nawet nie wiesz jak trudno jest to zawiązać samemu.
Nais dalej się w nią wpatrywał, nie będąc pewien czy dziewczyna żartuje czy mówi poważnie. Aisira zaczynała się niecierpliwić.
-Obiecałeś że będziesz wykonywać powierzone ci zadania, pamiętasz?
Dopiero te słowa go przekonały. Szpony zniknęły, a on podszedł i powoli, jakby niepewnie, zaczął zawiązywać jej gorset. Kiedy skończył i upewniła się że dostatecznie mocno go zawiązał, odwróciła się do niego z uśmiechem.
-Dziękuję.
Nie czekając na jego reakcje minęła go i weszła chatki. Wyciągnęła z szafy sakiewke z pieniędzmi i schowała ją w dekolcie bluzki, wyliczając w głowie co musi kupić. Powinna kupić poduszki, koce i jakieś futra. I oczywiście ubrania. Spojrzała na stojącego w drzwiach Aracha. Był zdecydowanie większy od przeciętnego człowieka co utrudniało jej znalezienie odpowiedniego stroju. I te skrzydła.
-Potrafisz sprawić aby zniknęły twoje skrzydła?
Chłopak wpatrując się w nią intensywnie, jakby próbując zgadnąć o czym myśli, lekko kiwnął głową. Ona uśmiechnęła się, złapała koszyk przeznaczony na chleb dla dzieci, i mijając nais w drzwiach wyszła z chatki. Idąc ścieżką w stronę miasta odwróciła się jeszcze i krzyknęła.
-Wrócę wieczorem. Możesz zrobić co chcesz z tymi facetami pod drzewem.
Arach nic nie odpowiedział tylko w ciszy obserwował jak dziewczyna znika za zakrętem. Aisira idąc ścieżką wyliczała plusy i minusy pojawienia się nowego lokatora.
-Muszę kupić nowe rzeczy, więcej wydam na jedzenie i w każdej chwili może mnie zabić. Ale równocześnie zaoszczędzę na mięsie i nie muszę tracić czasu na zabezpieczenie domu.
Westchnęła ciężko i ominęła wystający z ziemi korzeń. Im była bliżej miasta tym las stawał się rzadszy.
-Więcej jest minusów niż plusów ale nie mam wyjścia. W końcu to i tak szczęście że mnie jeszcze nie zabił.
Dochodziła powoli do miasta. Jak zwykle przywitała ją długa kolejka ludzi czekających na wpuszczenie do miasta. Nie przejmując się niczym, minęła czekających i podeszła do strażników.
-Ej ty!
Aisira odwróciła się zaskoczona. Jeszcze nigdy jej się nie zdarzyło aby ktoś z kolejki odezwał się do niej. Był to około czterdziestoletni mężczyzna, zarośnięty i w łachmanach. Zbyt dużo było takich ludzi w tym mieście, strażnicy na pewno go nie wpuszczą.
-Ty suko! Nie wiesz gdzie twoje miejsce?! Takie robale jak ty powinny grzecznie czekać na końcu kolejki z podkulonym ogonem! Jak inri śmie się wpychać przed człowieka?!
Dziewczyna zacisneła zęby. Już drugi raz tego dnia została nazwana suką i zaczynało ją to irytować. Przyjżała się mężczyźnie. Wyglądał bardzo podobnie do tych których spotkała koło swojej chatki. Zastanawiała się czy nie przybyli razem całą bandą myśląc że opanują niższe miasto. Głupcy.
-Zamknij się brudny szczurze. Myślisz że takiejmu śmieciowi jak ty ktokolwiek powinien okazywać szacunek.
Z końca kolejki wyszedł mężczyzna który stanął w jej obronie. Aisira przyjrzała mu się z ciekawości. Był młody, tak jak ona miał białe włosy, był dobrze ubrany i był człowiekiem. Jednak to że się za nią wstawił oznacza że chce ją wykorzystać aby dostać się do miasta. Dziewczyna zastanawiała się co takiego zrobił że boi się kontroli. Nagle coś dostrzegła i uśmiechnęła się. Jego ubranie należało do tych szytych na miarę jednak było na niego odrobinę za krótkie. Była pewna że je ukradł. Mężczyzna w łachmanach na widok wielkiego miecza którego białowłosy nosił na plecach, wycofał się grzecznie do kolejki. Złodziej natomiast spojrzał na nią z podniesioną brwią. Białowłosa westchnęła. Zdecydowanie miała za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Odwróciła się do strażników i uśmiechnęła się szeroko.
-Widzieli panowie jak on się za mną wstawił? To bohater! Muszą panowie pozwolić mu przejść razem ze mną!
Strażnicy spojrzeli na siebie niepewnie. W końcu jeden z nich się odezwał.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł…
Aisira udała zrozpaczoną.
-Rozumiem. Panowie również podzielają opinie tamtego zarośniętego mężczyzny, prawda? Jak ja w ogóle śmiem pokazywać się ludziom na oczy? Na przyjęciach też powinnam przestać śpiewać.
Tym ostatnim zdaniem przesądziła o swojej wygranej. Doskonale wiedziała że ich dowódcy uwielbiali jej śpiew na organizowanych przez siebie przyjęciach i gdyby przez tą dwójkę przestała, no cóż, nie mieli by oni zbyt łatwego albo zbyt długiego życia. Strażnicy również to wiedzieli bo szybko kiwneli w stronę mężczyzny z dużym mieczem aby podszedł.
-Idźcie.
Kiedy mijali bramy jeden ze strażników stojący od wewnętrznej strony bramy złapał białowłosego za ramię.
-Lepiej wiecej nie zawracaj jej głowy.
Aisira roześmiała się. Sympatia jaką ją darzyli gwardziści po prostu ją bawiła, biorąc pod uwagę że nie należała do osób ściśle przestrzegających prawo. Białowłosy kiwnął głową strażnikowi i wygrywając mu się ruszył za Aisirą. Kiedy wystarczająco oddalili się od bramy dziewczyna odwróciła się do swojego towarzysza.
-Jesteś teraz moim dłużnikiem, pamiętaj.
Mężczyzna się zaśmiał.
-Oczywiście kociaku. Mogę się dowiedzieć jak moja wybawczyni ma na imię?
Białowłosa zignorowała to że nazwał ją kociakiem, nie miała czasu na kłótnie.
-Aisira. A jak się. Nazywa idiota z dużym mieczem?
Mężczyzna zaśmiał się ale nie wyglądał na obrażonego.
-Rielth. W zamian za to że wprowadziłaś mnie do miasta obiecuje że gdy zawładnę podziemiem pomogę ci gdy będziesz miała kłopoty.
Aisira zaśmiała się. Dobrze znała przywódców podziemia i Rielth nie miał za wielkich szans w podziemiu.
-W porządku. Gdy będę potrzebować pomocy, pomożesz mi. A teraz żegnaj.
Nie odwracając się już w jego stronę ruszyła między ludzi. Jej pierwszym celem była piekarnia. Postanowiła że lepiej zapuszczać się do starej części miasta bez zakupów, mniejsze ryzyko że ktoś ją zaatakuje. A ona miała już dość wrażeń na dzisiaj. Powoli dochodziło południe. Piekarz jak zwykle ucieszył się na jej widok, a dokładnie na widok srebrnej monety.
-Witam panienkę, coś pani wcześniej dzisiaj.
-Witam panienkę, coś pani wcześniej dzisiaj.
Dziewczyna się uśmiechnęła i podała piekarzowi koszyk a on szybko napełnił je chlebami.
-Od rana kręcą się tutaj pani adoratorzy pytając czy panienki nie widziałem. Widocznie jeden dzień dzień bez pani występów to dla nich katastrofa.
Aisira się zaśmiała i wręczyła piekarzowi srebrną monetę.
-Zawsze może pan wyciągnąć od nich parę monet za tę informację.
Piekarz się zaśmiał i pomachał jej na pożegnanie. Aisira wyszła z piekarni i uważając aby nie zwracać na siebie uwagi skręciła w najbliższą uliczkę. Idąc ciemnymi uliczkami z zainteresowaniem przyglądała się mijanym osobom. Głównie byli to złodzieje i kurtyzany. Parę osób kiwnęło jej na powitanie głową, inni chowali się na jej widok. Zastanawiała się jakie plotki krążą na jej temat że ludzie tak na nią reagują. Kiedy doszła do momentu w którym domy zaczynały być zniszczone i w większości opuszczone, wspięła się na dach pierwszego budynku. Podróż po dachach wymagała większej uwagi ale przynajmniej miała pewność że nikt jej nie zaczepi. Miała wystarczająco nietypowych stytuacji przez cały dzień. Kiedy dotarła do starego rynku miała ochotę krzyczeć.
-Co jest do cholery z tym dniem i z tymi obdartymi ludźmi?
Koło fontanny stały przestraszone jej kociaki. Parę kroków dalej stała dziewczyna w czerwonej pelerynie, która codziennie przychodziła na jej występy. Aisira zastanawiała się chwilę jak ona się nazywała, chyba Linli. Do Linli właśnie wyciągał rękę jeden z zarośniętych mężczyzn i został ugryziony przez….deera?
-Czy ta dziewczyna jest szalona aby nosić na ramionach jadowite zwierzę?
Mężczyzna chyba nie wiedział za dużo o deerach, bo zamiast biec od razu do uzdrowiciela albo odciąć sobie rękę zanim trucizna się rozprzestrzeni wyjął nóż i zamachnął się w stronę dziewczyny. Aisira zareagowała od razu. Może i nie znała za dobrze dziewczyny w kapturze ale w zamian za złoto które od niej dostała postanowiła jej pomóc. Stworzyła lodową ścianę między Linli a napastnikiem. Stary, stępiony nóż pękł w spotkaniu z lodem i wbił się w rękę mężczyzny. Zaczął przerażająco krzyczeć co sprawiło że jego towarzysze przestali się śmiać. Aisira przyjrzała mu się. Miał podobne rysy do mężczyzn których tego dnia spotkała. Ilu jeszcze podobnych do niego przybyło tego dnia do miasta?
-Mogę wiedzieć co wy do cholery tu robicie?
Oczy wszystkich skierowały się w jej stronę. W oczach dzieci i Linli pojawiła się ulga, natomiast w oczach napastników tylko zaskoczenie.
-Ilu takich jak wy jeszcze przybyło do tego miasta? I czego chcecie?
Na twarzach mężczyzn pojawił się strach, jakby powiedziała coś o czym nie powinna wiedzieć. Aisira zeskoczyła z dachu, ale zanim zdążyła dotknąć stopami ziemi mężczyźni rzucili się do ucieczki. Pozwoliła im uciec, nie miała powodu ich łapać ale znała kogoś kto chętnieby się dowiedział o przybyciu podejrzanych szczurów do miasta.
-Świetnie, kolejna sprawa którą muszę dzisiaj załatwić.
Spojrzała na dzieci.
-Więc co tu się działo?
Wszystkie patrzyły na siebie nie wiedząc co powiedzieć. Machnęła ręką.
-Nie ważne, łapcie.
Rzuciła do najbliżej stojącego chłopca koszyk z chlebami. Ten z szybkością nabytą podczas kradzieży złapał koszyk i łamiąc chleby na pół porozdawał je pozostałym. Białowłosa podeszła do Linli.
-Wszystko w porządku….Linli?
Złotowłosa energicznie pokiwała głową uśmiechając się szeroko. Aisira wskazała na deera.
-Wiesz że one są jadowite?
Linli wzruszyła ramionami uważając żeby nie zrzucić Horrise.
-Nie bardziej niż moja rodzina.
Białowłosa stała chwilę zaskoczona po czym roześmiała się głośno.
-Spodziewałam się bardziej że będziesz histeryzować ale widzę że nie jest z tobą tak źle.
Spojrzała na dzieci które kończyły jeść swoje porcje.
-Idziemy maluchy, musicie mi pomóc w zakupach.
Dzieci od razu do niej podbiegły, a jeden podał jej koszyk z pozostałymi dwoma chlebami.
-Czy ja też mogę iść z wami?
Aisira spojrzała zaskoczona na Linli ale pochwili uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
-Zgubiłaś się prawda?
Złotowłosa kiwnęła głową równocześnie delikatnie głaskając deera po szyi.
-W porządku. Chodź z nami.
Aisira utworzyła przed nimi drogę z lodu, nie zamiaru chodzić po błocie, i ruszyli w stronę rynku




